poniedziałek, 29 września 2014

różne stany odwrześnienia

Nie przechodził mi się wrzesień, nie opatrzył, nie dopatulił mnie kurtką, chustą, nie rękawiczkował. A już, niestety, z okna obserwuję, jak się szykuje do przepaździernikowienia... Też pięknie.




Z września tylko wrzosy na balkonie, nowe konta w dziennikach elektronicznych, zlecone rachunki i zamknięty na komputerze folder ze zdjęciami. Żegnam się z nim opróżnionymi butelkami po syropach, rozpuszczonymi saszetkami na letnie pozostałości z emocjonalnych dyspozycji, kroplami na odetkanie zatok myśli.


Powoli wraca mi siła do nowych oddechów.



Nadchodzi czwarty kwartał roku. Zobaczymy, jaki będzie miał dla mnie kolor i jak mnie zmieni. Póki co - dziergam skarpety, bo jesień mi się wciska szparami rozszczelnionych okien i balkonu, łasi się do stóp, które minionej zimy zgubiły gdzieś kapcie, zwinęły dywany i przebierają paluchami z uciechy na zmiany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję!