Nie przechodził mi się wrzesień, nie opatrzył, nie dopatulił mnie kurtką, chustą, nie rękawiczkował. A już, niestety, z okna obserwuję, jak się szykuje do przepaździernikowienia... Też pięknie.
Z września tylko wrzosy na balkonie, nowe konta w dziennikach elektronicznych, zlecone rachunki i zamknięty na komputerze folder ze zdjęciami. Żegnam się z nim opróżnionymi butelkami po syropach, rozpuszczonymi saszetkami na letnie pozostałości z emocjonalnych dyspozycji, kroplami na odetkanie zatok myśli.
Powoli wraca mi siła do nowych oddechów.
Nadchodzi czwarty kwartał roku. Zobaczymy, jaki będzie miał dla mnie kolor i jak mnie zmieni. Póki co - dziergam skarpety, bo jesień mi się wciska szparami rozszczelnionych okien i balkonu, łasi się do stóp, które minionej zimy zgubiły gdzieś kapcie, zwinęły dywany i przebierają paluchami z uciechy na zmiany.
Z września tylko wrzosy na balkonie, nowe konta w dziennikach elektronicznych, zlecone rachunki i zamknięty na komputerze folder ze zdjęciami. Żegnam się z nim opróżnionymi butelkami po syropach, rozpuszczonymi saszetkami na letnie pozostałości z emocjonalnych dyspozycji, kroplami na odetkanie zatok myśli.
Powoli wraca mi siła do nowych oddechów.
Nadchodzi czwarty kwartał roku. Zobaczymy, jaki będzie miał dla mnie kolor i jak mnie zmieni. Póki co - dziergam skarpety, bo jesień mi się wciska szparami rozszczelnionych okien i balkonu, łasi się do stóp, które minionej zimy zgubiły gdzieś kapcie, zwinęły dywany i przebierają paluchami z uciechy na zmiany.
Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję!