niedziela, 23 czerwca 2019

bezmyślnie



Niedziela, siódma rano. Przecież wcale nie świt, w tygodniu wstaję wcześniej, a dla mnie pora magiczna.
Dom śpi. Nogi na kołdrze, zapomniane przytulanki, dzień wciskający się do sypialni szczelinami między poruszanymi lekkim powiewem od otwartego okna zasłonkami.
Nie dlatego wstaję, że zadzwonił budzik i nie dlatego, bo mam coś do zrobienia. Wstaję, bo chcę. Móc zrobić coś, co chcę, to ostatnio bardzo rzadkie zjawisko u mnie. Przeważnie robię coś, bo muszę.
Zamruczał ekspres do kawy, więc na balkon zabrałam ze sobą filiżankę ulubionego aromatu. Pod stopami posadzka już nagrzana, pelargonie jaskrawe w słońcu. Oczy mrużę i czuję jak mi się skóra nasyca ciepłem. Gruchają cukrówki pomiędzy świergotami.
Jest błogo, letnio, niespiesznie i dyskretnie wszystko podszyte jest szczęściem tak długo, dopóki nie zacznę planować. Że to trzeba by zrobić, że tamto warto, że czas, że nie zdążę, że się nie da, że zapomniałam, minęło. Więc siedzę na leżaku, kawę piję i staram się tylko jedno robić - nie myśleć.

8 komentarzy:

  1. Ja też bardzo lubię te poranne chwile szczególnie w wolne dni :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Poranki są najpiękniejsze. Takie senne jeszcze, ale urokliwe, szczególnie w przyrodzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, kiedyś tego nie doceniałam, bo lubiłam sobie pospać, ale teraz jestem w stanie poświęcić sen

      Usuń
  3. Poranki potrafią zachwycić. Trzeba tylko umieć dostrzec ich piękno.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, w sumie to w każdej porze dnia trzeba dostrzegać piękno, ale o poranku jakoś łatwiej :)

      Usuń
  4. o raju, a u mnie juz poniedzialek nocą, chleb dochodzi w piekarniku i sen mnie gdzieś tam zaczyna gilgać... miej przyjemny tydzień.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!