Przejdź do głównej zawartości

taras pomidorowy

Nowy tydzień, nowa trasa. I troszkę dłuższy dystans. Ustaliła się też moja pora na bieganie. Wstaję 5:30, lekko marudzę w łazience i przed szóstą kończę już rozgrzewkę.
Dziś słońce nie spotkało mnie na drodze. Pochmurny poranek, ale nie padało. Powietrze nie przyklejało mi podkoszulka do ciała i było cudownie czym oddychać.
Gdy biegnę, zdaje się, że nie myślę o niczym. Ani o niezałatwionym jeszcze wyjeździe, ani o ślimakach w ogrodzie, o pracy i innych kłopotach. Raczej mój umysł biegnie ze mną, skacze luźno po napotkanych pięknościach świata, zachwyca się kwiatami przy domach, zapachami, wymyśla mijanym ludziom życiorysy.
Popołudniami lubię natomiast przesiadywać na pomidorowym tarasie. Wszystko jeszcze zielone, ale wkrótce wkradnie się tutaj trochę czerwieni i złota.

Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję!