Rzeczywiście, deszcz nie przeszkadza w bieganiu. Nie to, że jakoś specjalnie chciałam sprawdzić, wcale nie. Wstałam o 5:30 jak co drugi dzień. Padało, nawet dość intensywnie. Postanowiłam poczekać i nastawiłam zaczyn drożdżowy na bułeczki z marmoladą. Pomyślałam, że chociaż tyle będzie z tej porannej godziny.
Wykonałam gimnastykę rehabilitacyjną, która jest tak nudna, że zwykle trudno mi się do niej zabrać. Potem zagniotłam ciasto i okazało się, że nie pada, a ja mam godzinkę do następnego etapu drożdżówek.
Wyszłam zatem.
Przed domem zakwitła pierwsza jeżówka, a trening zaczął się przyjemnie. Rześkie powietrze po deszczu, mokra nawierzchnia, ludzie w kurtkach dziwnie patrzyli na mój krótki rękawek, ale wcale nie było mi zimno. Moja słaba kondycja nawet w marszu rozgrzewa mi ciało i zaróżawia twarz, więc już po chwili biegu było mi gorąco jak zawsze.
No i zaczęło padać, na szczęście nieznacznie. Pomyślałam, że choćby nawet to bardzo nie zmoknę. Obecnie moje treningi biegowe trwają zwykle około 20 minut, a byłam tak mniej wiecej w jednej trzeciej.
Uwielbiam to uczucie po bieganiu. Piję kawę na balkonie po prysznicu. Czuję niemal wdzięczność swojego ciała, wypoczynek mięśni, regularny oddech, spokojne biecie serca. Krople delikatnie budzą magnolię, ogródek nasyca się wilgocią i każdy kolor świata wznosi się na wyżyny swojej intensywności.
Ja tam lubię biegać w deszczu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło