... nie przeszkodziły w niczym. No może tylko nie było dostojnego wejścia dzieci do kościoła. Zamiast tego posadzono je od razu w ławkach i w zasadzie moim zdaniem tak wypadło lepiej. Msza kosztowała mnie wiele wzruszeń, ale oficjalnie oczywiście jedynym powodem moich zmartwień była troska o to, czy się opaska nie ześlizgnęła z włosów. Nie ześlizgnęła się.
Wielokrotnie dym z kadzidła drażnił mi spojówki czy tam inne części oka odpowiedzialne za uruchamianie generatora łez. Na szczęście w porę udawało mi się anulować uruchomianie tej aplikacji. To takie nierealne, że Tasia jest już taka duża. Czemu tydzień w pracy ciągnie się jak niektóre gatunki podgrzanego sera, a jednocześnie lata mijają z trzaskiem zamykanych folderów zdjęć?
Wielokrotnie dym z kadzidła drażnił mi spojówki czy tam inne części oka odpowiedzialne za uruchamianie generatora łez. Na szczęście w porę udawało mi się anulować uruchomianie tej aplikacji. To takie nierealne, że Tasia jest już taka duża. Czemu tydzień w pracy ciągnie się jak niektóre gatunki podgrzanego sera, a jednocześnie lata mijają z trzaskiem zamykanych folderów zdjęć?
Tu też pogoda pokrzyżowała plany proboszczowi, z musztry którego wyszło niewiele.
OdpowiedzUsuńOJ, mijają mijają latka mijają:)
Deszcze niespokojne targają sadami, drogami i ... planami:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)))
Ach, ta pogoda...
OdpowiedzUsuńAle na szczęście wszystko inne się udało? :)
Byłam na komunii córki mojej Przyjaciółki, było ślicznie, chociaż niestety po oczach daje komercyjne nastawienie: fotografowie i filmowcy lepsi, bo opłacający możliwość robienia zdjęć i sprzedający je następnie rodzicom, i ci gorsi, nieprofesjonalni, jak ja. A i tak uchwyciłam parę wyjątkowo pięknych i wzruszających momentów.
OdpowiedzUsuńZ czego dumna jestem niesłychanie! :)
Reszta w normie, jak to na komuniach.