niedziela, 16 maja 2010

deszcze niespokojne

... nie przeszkodziły w niczym. No może tylko nie było dostojnego wejścia dzieci do kościoła. Zamiast tego posadzono je od razu w ławkach i w zasadzie moim zdaniem tak wypadło lepiej. Msza kosztowała mnie wiele wzruszeń, ale oficjalnie oczywiście jedynym powodem moich zmartwień była troska o to, czy się opaska nie ześlizgnęła z włosów. Nie ześlizgnęła się.
Wielokrotnie dym z kadzidła drażnił mi spojówki czy tam inne części oka odpowiedzialne za uruchamianie generatora łez. Na szczęście w porę udawało mi się anulować uruchomianie tej aplikacji. To takie nierealne, że Tasia jest już taka duża. Czemu tydzień w pracy ciągnie się jak niektóre gatunki podgrzanego sera, a jednocześnie lata mijają z trzaskiem zamykanych folderów zdjęć?

4 komentarze:

  1. Tu też pogoda pokrzyżowała plany proboszczowi, z musztry którego wyszło niewiele.
    OJ, mijają mijają latka mijają:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Deszcze niespokojne targają sadami, drogami i ... planami:)
    Pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach, ta pogoda...

    Ale na szczęście wszystko inne się udało? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam na komunii córki mojej Przyjaciółki, było ślicznie, chociaż niestety po oczach daje komercyjne nastawienie: fotografowie i filmowcy lepsi, bo opłacający możliwość robienia zdjęć i sprzedający je następnie rodzicom, i ci gorsi, nieprofesjonalni, jak ja. A i tak uchwyciłam parę wyjątkowo pięknych i wzruszających momentów.
    Z czego dumna jestem niesłychanie! :)
    Reszta w normie, jak to na komuniach.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!