wtorek, 11 maja 2010

zagubienie

Przeczytały mi się książki, a drugie nie zaczęły. Ustawiłam więc parawan z filharmonicznej Metallicy, przynajmniej do pierwszego ronda. Zwolniło się miejsce, a na siedząco jakoś za mało było mojego zaangażowania w analogie do starej gry strategicznej z deszczem padającym do ich muzyki. I już pod drzwi pracy słuchały mi się Massovo Attackując wyznania Dissolved Girl:

"Shame, such a shame
I think I kind of lost myself again
Day, yesterday
Really should be leaving but I stay"

I chociaż nie do końca to prawda w odniesieniu do mnie, rozumiem tę dziewczynę z piosenki. Przy zastosowaniu wariantowości wybranych zmiennych zdecydowanie mógły to być tekst o mnie. Może dlatego każda sylaba kryształowych w tonie wyznań oplata struny wewnętrznych wzruszeń.
Bo u mnie, tak realnie, no cóż. Mija tydzień przygotowań do Wielkiego Dnia. Prawie wszystko gotowe, obgadane. Wieczorne próby obliczone są chyba na ćwiczenia mojej cierpliwości. Popołudniowe spacery są dosadne od praktycznych rad w stylu "bezcenne". Nie wiedziałam, że potrafię się na nie zdobyć.
I tylko jedno nie daje mi spokoju. Wianek. Nie kupiłam go, wcześniej zdecydowałyśmy się po prostu na troszkę bardziej strojną niż zawsze opaskę. Bo przecież nie ma wymogów, ważne, że suknia biała i rękawiczki, torebka, pelerynka, buty. I co z tego, że trochę inaczej, nowocześniej, doroślej. Ale teraz - sama nie wiem. I nawet nie to, że inni się dziwią. Niech się dziwią. A Tasia sama nie wie, czego chce, bo niby skąd ma wiedzieć.
Ten wianek - no cóż. Fakt faktem tylko przy tej okazji może go założyć. Ale czy to powód, by robić coś tylko dlatego, że tak zawsze było? Symbolicznie przecież chyba nie ma znaczenia. To ślubny welon i kolor sukni podobno coś mówić ma o nieskalaniu. Więc chyba brak wianka niczego Tasi nie pozbawi. Oj.
I lost myself again.

1 komentarz:

  1. Aniu,

    i dobrze, że opaska. Wianek niestety szybko więdnie [nasz, zapomniany i położony nie-wiadomo-gdzie w ferworze domowego przyjęcia post-komunijnego po prostu zwiądł...], więc i tak musiałam "załatwić" sztuczny.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!