piątek, 14 maja 2010

pAnika

Pojechał złożyć zeznania na komisariacie, bo jako ostatni widział na podwórku auto brata. Umówił się na 19:30, wyjechał po 18:30, a rwetes był taki, że nawet nie zdążyliśmy porozmawiać. Zaaferowana próbą generalną komunii (sic!), zjadałam w pośpiechu jakieś makarony z zaduszonym bezlitośnie mięsnym sosem. I to by było na tyle, jeśli chodzi o małżeńskie kontakty popołudniowe.

Jeśli ktoś nie wie, ile trwa próba generalna to już mówię - dwie godziny. Myślałam, że już wrócił z tego komisariatu i tradycyjnie spędza wieczór przed komputerem formułując w myślach czułe do mnie pytanie w stylu: "co na kolację, kochanie?". Ale dom o 21:10 był pusty. Pod stołem w salonie spał sobie w najlepsze nasz pies, a sierść z niego wychodziła, jak to zwykle na wiosnę.

Do 22:00 nie myślałam za dużo, raczej mechanicznie nadzorowałam odrabiającą lekcje Tasię. Biedactwo. Z różnych powodów biedactwo. Lekko te dzieci nie mają w dzisiejszych czasach i chociaż twierdzę, że i nam lekko nie było, to jednak im jest pod pewnymi względami bardziej nielekko niż nam.
W każdym razie o 22:00 stan śpiących stworzeń w domu wzrósł o jeden, a skład osób obecnych przytomnych nie powiększył się.

Po nocy i po umyśle różne potwory potrafią chodzić, zwłaszcza w kontekstach komisariatów, zeznań i ... wyłączonego telefonu męża. Do 23:10 trzymałam się dzielnie. Ale tekst "abonent jest poza zasięgiem sieci albo ma wyłączony telefon" denerwował mnie z każdą sylabą coraz bardziej.

Mimo późnej pory zadzwoniłam zatem do szwagra i wydawało mi się, że w miarę spokojnie gadamy sobie o tym, że to cokolwiek dziwne, że tyle trwa zadawanie czterech rutynowych pytań, zapisywanie ich, odczytywanie ewentualnie - nie znam procedur. No i ten telefon - dziwne. Przecież szwagrowi nie kazali tracić kontaktu ze światem zza komisariatu... Zapomniałam, że mogę jeszcze na służbowy zadzwonić. Ale o 23:40 telefon sam zadzwonił:

- Ach, kochanie. Wszystko w porządku. O 20:30 już byłem w domu, ale pojechałem do garażu rodziców, bo tacie się coś tam z autem dzieje, a tam - wiesz - zasięgu nie ma. Pewnie zapomniałem Ci powiedzieć...

7 komentarzy:

  1. Zawsze i nieustannie jestem pod wrażeniem męskiej logiki.... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zabiłabym, słowo daję. Ma szczęście,że spokojna trafił.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm...
    No cóż... to TYLKO FACET:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z Motą, że to tak bardzo, rozbrajająco męskie. I jak tu się potem gniewać, skoro wiesz, że niezłosliwe?

    Ech :)

    DObrze, że nic się nie stało.

    OdpowiedzUsuń
  5. życie:)trzymajcie się jutro:)dobrze,że komunia tylko raz w życiu!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój syn z dziadkami wracał z Czarnogóry, kilkanaście godzin nie było z nimi kontaktu, obdzwoniłam pół Europy, telefonicznie poznałam wszystkich konsulów na trasie, a okazało się,że Mamie zawiesił się telefon....

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!