czwartek, 25 listopada 2010

oczka prawe, oczka lewe

Dzień za dniem - ale banał. A jednak. Ranek po ranku i w kilka chwil po wieczorze zapada następny. Czas mogłabym mierzyć w nakrętkach zużytego płynu do zmiękczania tkanin albo kostkami proszku do zmywarki. Wyrabiam dobre i złe chwile z włóczki mojego czasu jak prawe i lewe oczka kolejnego swetra. Znowu nie jestem pewna efektu końcowego.
Nic nie jest oczywiste i czarno-białe. Wiadomo - prawe po jednej stronie jest lewym po drugiej. A włóczka - magicznie kolorowa.

W ten sposób postanowiłam przeczekać listopad. Prawie się udaje.

3 komentarze:

  1. Och, ten czas. On chyba wszystkim tak pędzi, że nawet do naparstka nie zdążymy nabrać :)Ja ostatnio zaczęłam dziergać kapelusik na szydełku. Nie wiem tylko kiedy skończę, bo robię czasem parę słupków dziennie, a i to w biegu. Może do następnej zimy zrobię :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślałaś o szaliku dla żyrafy? ;) Jak nic zajęcie na całą zimę. Mam tu nawet w Chorzowie taką jedną na wzór przy wejściu do ZOO. Betonowa wprawdzie, ale za to nie kręci się podczas przymiarek.

    PS. Przepraszam, ale byłem dziś na szkoleniu z psychologii i chyba nie wszystkie klepki wróciły mi już na właściwe pozycje :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Co wieczór usiłuję zaplanować sobie zajęcia na następny dzień. Wiem, że energii starczy mi tylko do południa, więc bez przesady. Dzień i tak jest teraz tak krótki. Zimę ( u nas był dziś pierwszy w tym sezonie śnieg) najchętniej przespałabym pod cieplutką pierzyną.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!