piątek, 26 listopada 2010

żandarm

Bezlitosny żandarm obudził ją o 7:00, ale już o 7:10 nie była w stanie pojąć, dlaczego napięcie w głosie oprawcy sięga zenitu i bredzi coś o rzekomych obietnicach dotyczących bezproblemowego wstawania i o niespóźnianiu się.
Ubrała się, owszem, jak najwolniej się dało, zakładając i ściągając kolejne sztuki bielizny w takt nawoływań z kuchni o konieczności pośpiechu. Nowe spodnie oceniła jako beznadziejne, więc jak już żandarm uznał, że dobrze nocą dopasował gumkę w pasie, zdjęła je szybko i w samych majtkach usiadła do śniadania.
Koszmar. Nie wiedzieć czemu ten gest rozwścieczył żandarma, który bezwzględnym gestem wskazującym drzwi odesłał ją do pokoju. Więc usiadła sobie na krześle i wpatrywała się w ścianę, nie zakładając spodni, bo – wiadomo – beznadziejne nowe beżowe sztruksy z koszmarną ciepłą flanelową podszewką uwłaczają jej godności i bez walki ich nie założy.
To okrucieństwo, że żandarm upiera się przy ciepłych spodniach o tej porze roku, wyznaczając je jako alternatywę dla rajstop pod cienkimi spodniami. Dręczycielstwo. Więc z prawdziwą satysfakcją obserwowała jak po kilku bezcennych minutach poranka rozwścieczony żandarm miotał się po pokoju i w końcu kategorycznie zażądał włożenia spodni. Włożyła, ale najwolniej jak się dało. I na złość absolutnie nie wkasała podkoszulki.
Gdy żandarm pakował do toreb wszystkich domowników pakiety zrobionych właśnie kanapek, zasiadła łaskawie do śniadanka: kromki świeżej chałki, posmarowane cienko kremem orzechowym i grubo nutellą. Niby tak, jak lubi. Byłby punkt dla żandarma, ale to ściema, raczej kompromis, wszakże szantaż „nutella rano albo idę bez śniadania” udał się jej znakomicie i teraz bez szemrania żandarm kładzie rano na talerzyk to, co ona chce. No ale w końcu, skoro tak żandarmowi zależy, aby ona zjadła śniadanie… Obok talerza - kakao. To skandal, że żandarm znowu zrobił kakao nie w ulubionym kubku!
Zęby myła z największą atencją, na jaką ją było stać. Najwolniej jak można. Każdy ząb z osobna. Śledząc jednocześnie swoje miny po kolei w każdym z luster. Wychodząc pospiesznie żandarm zapowiedział, że ma być gotowa, jak tylko wróci z krótkiego spaceru z psem. Ma czekać uczesana, umyta, w butach i kurtce, z czapką w ręce i plecakiem przy drzwiach. Więc nie doczesała włosów na końcach, nie posmarowała ust kremem (żandarm nie lubi jej suchych, popękanych ust i upiera się, aby smarować je wazelinowymi pomadkami przed wyjściem na mróz). Buty stały w szafce, kurtka wisiała w najlepsze, a czapka zaginęła gdzieś na krześle w pokoju, na którym żandarm zabronił składania rzuconych niedbale ciuchów wszelkich. Plecak nie był dopięty i leżał sobie pod biurkiem.
To okrutne, że żandarm krzyczy. Nie wolno krzyczeć na dzieci. Nawet za dziesięć ósma w domu. No i co z tego, że późno. No i co z tego, że żandarm znowu nie zdąży do pracy na czas. Znowu będzie musiał zostać dłużej, odrabiać czy coś tam. Nieważne przecież.
Żandarm – kat i oprawca uparł się nie tylko przy ocieplanych spodniach. Musiała założyć też czapkę i omotać szyję szalikiem. Koszmar. Jak już żandarm zniósł po schodach plecak i przed klatką wysunął rączkę, aby mogła zawieźć go na kółkach do szkoły, starała się nie omijać żadnej kałuży, z dziecięcym wdziękiem miażdżąc szklaną taflę wszędzie tam, gdzie lód nie udawał potłuczonych szkiełek. A żandarm pędził zdenerwowany do przodu, milczący i już zdaje się trochę zrezygnowany. I dobrze mu tak.

Dlatego tuż przed szkołą i w ramach pożegnania nie należy się żandarmowi nic, nawet „miłego dnia, mamo”.

8 komentarzy:

  1. Dlaczego dzieci nie potrafią czasem docenić, że matka się stara, że naprawdę musi iść do pracy i zdążyć na czas. Przecież gdyby tego nie robiła, nie byłoby na śniadanie nutelli, którą jej pociecha tak lubi. Czasem dzieci nie potrafią docenić troski matki o ich zdrowie, nie potrafią zrozumieć, że nie stać ich zawsze na modne, markowe ciuchy... zdarza mi się jeszcze do dziś słuchać rad mego żandarma, jestem Mu za to strasznie wdzięczna i kocham Go nad życie. Na takich samych zasadach wychowałam moją córkę i zbieram teraz dorodne owoce mej pracy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech, żandarmie...
    (obudziłam się w nocy i postanowiłam kliknąć)
    Nacisnęłaś guziczek i przewinął mi się bardzo stary film.
    I wiesz co, żandarmie?
    Żyj nadzieją, że dożyjesz spokojniejszych lat, jeśli tylko uda Ci się w odpowiednim momencie wylogować.
    To jakby warunek.
    A póki co... twardy masz ten orzeszek, moje miększe były.
    Ale jak patrzę na brzdącha trzyletniego, co mi się dziś czasem po domu pęta to widzę twardość jego skorupki. Wolę żelazną, pragnienia jasne i cele jednoznaczne. I z ulgą myślę chwilami: Ufff, dzięki Ci Boże, że to nie ja tę skorupkę będę musiała kruszyć i szlifować.
    Przytulam Cię, niedobry żandarmie:*
    Lineczkę znalazłam.
    Śliczne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nikt nie zrozumie żandarma, dopóki sam się w żandarma kiedyś nie zamieni.
    Teraz nie jest łatwo, a chwilami jest beznadziejnie. Znam to z autopsji, metody podobne chociaż nacisk nie zawsze w tych samych miejscach.
    Rozmowy i dorastanie trochę pomogły. Teraz jest lepiej. Nie poddawaj się, czasem pokaż, że masz to gdzieś. Nic tak dobrze nie robi, jak czasem też się z tego serdecznie pośmiać, razem z podwładnym żandarma. Wiem, nie zawsze można, ale warto próbować :)
    powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Niech moc będzie z Tobą! To stan przejściowy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Potem jest jeszcze gorzej, bo nie będziesz żyła i decydowała za skazańca! Trzymaj się żandarmie, taki już nasz los!

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety, czasem gdy dziecko podrośnie, żandarm i tak się w nas odzywa: mam teraz nastolatkę w domu i co? Kurteczka z zeszłego roku już jest "be", mimo, że sama ją wybierała. Cóż, na razie nie ma wyboru....

    OdpowiedzUsuń
  7. Bo tak już jest: na złość Żandarmowi odmrożę sobie uszy. Ale ponoć te dzieci, które nie mają nad sobą żandarma są bardziej nieszczęśliwe.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja czytam i sobie myslę tak...

    ...a czemu Ty miły Zandarmie tak wszystko za tę gwiazdę robisz?
    Odpadły jej rącie, czy może jeszcze nie wyrosły?

    Na własne zyczenie masz to, co masz a może byc jeszcze gorzej. To ostatnia chwila, by siąść poroamawiać i wprowadzic żelazne zasady!! I bardzo mocno sie ich trzymać! Dla dobra tej gwiazdy....

    Nie rób z niej kaleki...bo całe zycie będzie na Twoim garnuszku.
    Zacznij powoli acz systematycznie odcinac pepowinę i uczyc ponosić konsekwencje dokonanych przez nią wyborów.

    Niech nie czyni Ci łaski, że korzysta z Twojej opieki i pracy.

    Kochaj...ale wy-ma-gaj!!!

    Wymaganie- to najpiekniejszy rodzaj miłości!!!!

    Przeszłam to razy trzy!!(czwarte - wykanczam):))

    Wiem co mówie...mimo, .że cała rodzina mówiła, że "dzieci nie mają dzieciństwa"!!!...Teraz te dzieci przy każdym spotkaniu dziekują za takie a nie inne prowadzenie! I mówia, że będa jeszcze bardziej konsekwentne..(a po cichu..ze smiechem...-jakby sie dało byc bardziej konsekwentnym!!)

    Śmiało....

    Jeszcze zdązysz...

    ...ale to Twój wybor...

    Serdecznie Cie pozdrawiam..życze dużo spokoju i pokoju!!
    Spes

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!