piątek, 6 grudnia 2013

Pod sufitem - wiatr

Nie przepadam za wiatrem, nie lubię go, nie cierpię po prostu, żeby nie powiedzieć, że wręcz go nienawidzę.
Ale po pierwsze - staram się nie poddawać temu uczuciu.

'Każdy Twój wyrok przyjmę twardy.
Przed mocą Twoją się ukorzę.
Ale chroń mnie Panie od pogardy.
Od nienawiści strzeż mnie Boże.'

A po drugie - podobno najpierw trzeba coś kochać, aby to następnie nienawidzić. Ja i wiatr nigdy nie byliśmy w jednej drużynie.

'Czekolada' Joanne Harris, jedna z moich ulubionych powieści, zaczyna się i kończy wiatrem.
Rzekomo to on wprowadza zmiany. Żeby uporządkować szafę, najpierw trzeba zrobić bałagan, żeby wprowadzić ład - uprzednio musi być zamieszanie. Rozumiem to i zawsze sobie przypominam, gdy coś dogina mnie do ziemi i próbuje złamać. Każda zmiana to ryzyko, prawda? Czasem chciałoby się mimo wszystko dłużej pobyć w znajomym ciepełku własnego przyzwyczajenia.

A wiatr, cóż, nie pyta, czy to już czas - wieje po prostu, zmienia przestrzeń, szwęda się nad głowami, nad sufitami, miesza i prowokuje.

1 komentarz:

  1. Nie poddawaj się, stłamś to w sobie, kwestia nastawienia. Ja się zwykle upierałam, oraz buntowałam, nie da się mnie do niczego nakłonić. Jak źle się czuję przez całe upały, bo od słońca mam migreny - tak jak mówiłam - tak było. Aż w końcu zmieniłam nastawienia i teraz jestem dużo odporniejsza. A zimę, wiatr i śnieg kocham.

    Czasem rozmawiam z wiatrem. Tym z północy, tym zimnym, który opowiada mi o śnieżnych krainach zza morza. Uwierz, autosugestia i hobby-wyobraźnia ;)

    Tak, wiatr wprowadza zmiany i wiesz, że to całkowita prawda? Zawsze w okolicznościach zimowej zawiei coś się u mnie w życiu diametralnie zmienia. Teraz też. Bo postanowiłam coś bardzo ważnego. I jest to decyzja na lata już :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!