poniedziałek, 2 grudnia 2013

Przymiarki

Lubię przymierzać się do innych, nieznanych mi żyć. Zwiedzam jakieś miejsce, na przykład idę sobie nieznaną ulicą i zastanawiam się, czy mogłabym tu mieszkać, pracować, bywać. Jak by to było urodzić się tutaj, od zawsze przebywać - czy mogłabym czuć się tutaj szczęśliwa? Oglądam i snuję w sobie rozważania, przymierzam się na próbę, która i tak nie ma szansy na realizację. Ale przecież pomyśleć warto, prawda?
A gdy czymś się zainteresuję, gdy już postanowię pobyć sobie na przykład przez kilka lekcji adeptem jakiegoś zajęcia, staram się wpasować konwencję, obserwować i działać zgodnie z przyjętymi regułami. Jak już grać w squasha to w squasha, a nie po prostu byle jak odbijać piłeczkę o ścianę w tenisówkach i dżinsach. I nie dyskutuję z trenerem o zasadach gry - staram się je poznać, a nie krytykować od pierwszego treningu.
Uważam, że to przejaw szacunku. W każdym razie to właśnie czuję przymierzając się do czegoś dla mnie nowego. Daję sobie czas na zrozumienie. Jeśli nie zrozumiem, nie polubię - po prostu się wycofuję.

W tym roku zaczęłam chodzić na koncerty w filharmonii narodowej. Dla mnie - zupełnie nowe doświadczenie. Co prawda w dzieciństwie skończyłam szkołę muzyczną niższego stopnia (wtedy to się tak nazywało), ale nie byłam nigdy zagorzałą fanką muzyki klasyczną. Mam zresztą spore braki w wykształceniu w tej dziedzinie. Im głębiej wchodzę w ten świat, tym wydaje mi się, że te braki są większe.
W każdym razie, zgodnie z tym, jak zwykle postępuję w nowym dla mnie środowisku, chodzę do filharmonii ostrożnie, nabożnie niemal, starając się nikogo nie zgorszyć swoim zachowaniem, swoją ignorancją. Zakładam stonowany strój, nie wypowiadam niepotrzebnych słów, nie chwalę się, że coś mi nie podchodzi. Jestem wdzięczna, że można w ten świat wejść od tak z ulicy i pobyć sobie, popatrzeć, posłuchać.
W pewnym sensie uległam stereotypom sądząc, że w takich miejscach o zwiększonej dozie patosu to względnie młodzi ludzie nie potrafią się zachować. Bo przecież to nie tylko kwestia szacunku, ale też wychowania i kultury osobistej. A tymczasem ... kto najbardziej przeszkadza? Wyjadaczki cukierków w szeleszczących papierkach, konspiracyjne szeptaczki z pogłosem zagłuszającym delikatne piano ze sceny, operatorzy pukających klawiatur telefonów (dźwięk co prawda ściszony, ale jednak kilkanie słychać). Z przykrością stwierdzam, że to dużo starsze ode mnie osoby już po pierwszych nieśmiałych brawach wstają z miejsc i wychodzą w kolejkę do szatni lub damskich toalet. Oczywiście chętnie przyznają się, że komu na co taka muzyka, że chyba dobrze nie grali, bo nie było zabawy jak na koncercie Krawczyka. I skarżą się, że ktoś tam się na nich spojrzał znacząco, że ciągle kaszle i kaszle, a nos to wiadomo jak najskuteczniej wydmuchać...
Na wczorajszym koncercie siedziała koło mnie właśnie taka nobliwa pani. Jak już odwinęła z tego szeleścidełka landrynkę, przez kilkanaście minut bawiła się opakowaniem. A gdy w końcu dużo młodszy od niej pan siedzący przed nią odwrócił się karcąco, szepnęła do swojej towarzyszki "widziałaś? to skandal".

Uważam, że to nie grzech nie pasować gdzieś. To się przecież zdarza. Jak mamy znaleźć swoje miejsca, nie próbując wpasowywać się w nowe? Ale z czego wynika to poczucie rzekomego bycia ponad to, co właśnie próbujemy poznać? Skąd ta skłonność do natychmiastowej krytyki i zaznaczania swojej odrębności, zwłaszcza jeśli czujemy się niepewnie i wydaje nam się, że to jednak nie miejsce dla nas? Dlaczego nie można po prostu wytrzymać tych kilku minut, przeczekać, wycofać się w milczeniu?

Myślałam początkowo, że to wszystko przez to, że obecnie za największą wartość świat uważa egoizm i dążenie do bycia innym, czasem na siłę. Oczywiście nie wprost, lecz jakby się zastanowić nad większością masowych przekazów, sposobu prezentacji biografii i w ogóle składu grupy celebrytów to głównie o to chodzi, żeby być na tyle skomplikowanym, aby nigdy nie podlegać pod jakiś wzorzec. Ale to chyba miałoby zastosowanie głównie do naprawdę młodych ludzi, nastoletnich, a tak nie jest. W każdym razie w tym zakresie mam całkowicie odmienne spostrzeżenia.
Chyba że ... nowy świat obudził się jakieś dzikie instynkty w ludziach pamiętających inne rzeczywistości. Może poczucie, że coś stracili nie zawsze mogąc w młodości wyznawać to, co chcieli, robić to, co ich wyraża? A może to taka fala krytyki każdych rzekomo skostniałych zasad? Bo w końcu - co to znaczy, że nie dość, że płacę za bilet, to jeszcze muszę porządnie wyglądać, siedzieć nieruchomo, wyłączyć telefon, nie kichać, nie kasłać, nie jeść, nie szeleścić, nie wstawać, nie czytać i nie wysyłać smsów? A co jeśli akurat chcę? Skandal po prostu!

Nie wiem, jak jest. Może jestem niesprawiedliwa pisząc o tym na blogu w ten sposób. Może nie powinnam tak myśleć o ludziach. Ale trochę mi to nie dawało spokoju.
Na zakończenie przyznam się nieśmiało co uważam. Otóż podejrzewam, że takie zamieszania robią ludzie niezdolni do przymiarek, tych życiowych przymiarek. Są tak wspaniali sami w sobie, że jeśli występuje zgrzyt, to nie oni nie pasują, ale świat. I to on powinien dopasowywać się do nich.

2 komentarze:

  1. Ha! Widzę tu dwa wpisy. Jeden o filharmonii i ludziach w niej oraz ogólniej o naszym poziomie kulturalnym w różnych sytuacjach, ciekawy, oraz drugi o życiu jako o wiecznej zmianie wszystkiego. Ten drugi jest genialny.

    Tak. Nowi w jakimś miejscu bardzo łatwo krytykujemy, mamy ochotę zmieniać, naciągać zbyt krótką kołderkę w swoją stronę. Dlaczego? Bo tak!
    I tu także racja, często nie wynika to z naszego przerostu pewności siebie, a wręcz przeciwnie - z braku takowej. Burząc jakiś stan nie musimy go (już) przecież rozumieć.

    Ale za to my, my jacy jesteśmy wyjątkowi i godni naśladowania!
    Z tym tylko paradoksem, że pragniemy jednocześnie i bytu stadnego i własnego. Choćby blogi, żeby daleko nie szukać. "Jestem anty, poza i przeciwko! Dacie mi lajka?" :)
    ===
    Nie wiem co robisz zawodowo, ale byłabyś dobrym psychologiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja nawiążę do milczenia.. ludzie w obecnych czasach milczenia się boją... boją się ciszy... nie mogę tego pojąć :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!