czwartek, 1 stycznia 2015

uciec stąd

Chciałabym być gdzieś indziej.

Nie pierwszy raz. Ale napisane zdanie nie miało zabrzmieć jak narzekanie na nieudany Sylwester. nie Ostatni wieczór roku 2014 nie był zresztą całkiem do bani.
Traktuję to pragnienie bycia gdzieś indziej jak marzenie. Oto najlepiej na końcu świata, może być na zboczu jakiegoś wzgórza z lasem za plecami i widokiem na góry z tarasu dla lepszego efektu, chociaż mróz nie trzaskający, dokładam do kominka zgrabne polana, lekko zmarznięta po długim spacerze. Kubek do ręki, książka lub zeszyt w połowie już zapisany, ołówek, i troskliwa ręka otulająca mnie kocem na fotelu. Oprócz tego - uśmiech zrozumienia, iskra w oczach akceptacji, że zamiast przed telewizorem z pilotem latającym pomiędzy koncertami, wolę ten trzaskający między drukowanymi słowami ogień.

I chciałabym się tak bezkarnie zagapić w tej ciszy, zgubić w słowach, opić zrozumieniem i wyrozumiałością, że aż przegapić północ. Toast niekoniecznie szampanem wzniesiony wypić z nim w śmiesznych kapciach, w swetrze z łatami na łokciach, przynaglana gorączkowym pośpiechem, że oboje jak zwykle inaczej, wydawać się może, że na opak, nie jak każdy, zachowujemy się nie do pomyślenia beztrosko, poza tradycją, niezgodnie ze standardami uznanymi w oczach wszędobylskich innych.

Mieć tydzień tej ciszy, choćby kilka dni, więc może nawet i noc właściwą przegapić, a nie tylko godzinę. I odkryć, że końce można żegnać w dowolnym, właściwym dla nas momencie, i początki witać nadzieją nie w huku narzuconych godzin, nie na wyliczony precyzyjnie akord, bez nieznaczących nic życzeń i zaklęć.

Chciałabym taki mieć Sylwester. Zawsze, gdy będzie potrzeba.



4 komentarze:

  1. Bardzo często mam myśl, że chciałabym być gdzie indziej.
    Wszędzie, tylko nie tu, gdzie jestem.
    I mimo, że owa tęsknota nie wiąże się ściśle z żadnym konkretnym dniem, jakoś tak przy okazji daje o sobie znać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Marzyłam, by ktoś mnie zabrał od tego zgiełku problemów, które zagłusza trzask drewienek ogniska domowego. Gdzie miast snów towarzyszą mi zawsze koszmary. Gdzie takie magiczne miejsca jak klif czy koniec świata, są na wyciągnięcie ręki. Marzyłam.
    Wreszcie zabrał mnie ktoś od tego wszystkiego - z koszmaru prosto w czarowny sen.

    Częściej milczę zagapiona w ciszę...

    Mój sylwester znacznie odbiegł od standardów. I dobrze mi z tym, bo to było dobre i piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cudownie! ech, zazdroszczę troszkę

      Usuń

Dziękuję!