wtorek, 12 września 2017

jesień na wariackich papierach


Zmiany, zmiany, zmiany. Jaka jesień taka właśnie jest, od dzieciństwa. Jesienią zawsze zaczyna się mój rok, kolejny rok. Może przez to, że lubiłam szkołę, a każdy kolejny etap traktowałam jak szansę na nową lepszą wersję mojego życia?
Dziś nie dla siebie kupuję te wszystkie ołówki i zeszyty, a mój plan każdego dnia tygodnia jest w sumie stały. Cóż za ... strata możliwości rozwoju, nuda, rutyna? Może ... brak dojrzałości?
Teraz jesieniami zgrywam plany lekcji dzieci i nadal szkoła urządza mi czas, organizuje życie. Jasne, że narzekam. Ale też oczywiście w sumie mi to pasuje. Pasowało.

Lecz ta jesień jest szczególna. Mało było zmian? Zaplanowaliśmy kolejne. Co za rok! Zamieszanie, życiowy harmider. A niby po prostu siedzę w domu, sprzątam, gotuję, wychowuję, a ogarnąć się od tych zmian nie mogę. I trochę już tęsknię za taką prawdziwą nudą, siedzeniem bez ruchu, powolnym mieszaniem w filiżance, liczeniem okruszków własnoręcznie upieczonego ciasta. I za takim popołudniem ponurym, zadeszczonym, gdy grzebię w pudłach z włóczkami w poszukiwaniu minut zmienionych na wzory. Za "a może byśmy znowu poszli na spacer?" Taki spacer bez celu, do nie wiadomo dokąd.

Czasem miga mi w lustrze jakaś ja, rozkojarzona, nieuczesana, w oczach listy spraw do załatwienia, w torebce pieluchy i długopisy, jakieś druczki urzędowe, zdjęcia. Głowa opleciona niepokojem, ułaskawiana snem na raty, niespiesznością przy parkowych fontannach. Za bardzo gnam, ale nie da się póki co inaczej. Wszystko jest na już, na teraz. Oczywiście w imię późniejszego spokoju, może w imię powolniejszych przyszłych jesieni? Póki co chaos jest w moim życiu, zamieszanie nawet w tym poście, ale ... niech tak będzie. Nie będę poprawiać.

Jakoś mi się zaczęło mieć pewność ostatnio, że spokój nie jest celem. Wartością życia jest jednak to zamieszanie, to "nie ogarniam". I mimo że zmian dużo to jeszcze chcę więcej, marzę, planuję po cichu. A jak jedno się zaczyna już widzę, że jeszcze tamto bym jakoś poruszyła, kurz wymiotła, zmieniła.

Ignoruję lęk, reaguję tylko na fakty. Może to jakoś mnie w końcu uleczy.

6 komentarzy:

  1. Przepięknie ten tekst napisałaś, jestem urzeczona. "w pudłach z włóczkami w poszukiwaniu minut zmienionych na wzory" cudownie posługujesz się słowem. Już Ci kiedyś słodziłam, pamiętam to, ale ja nie zamierzam wcale przestać!
    Serdecznie pozdrawiam i mimo wszystko - ciepłej jesieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj Hexe, Ty pięknie opowiadasz o życiu i swoich przekonaniach pod pretekstem wypraw :)

      Usuń
  2. Wciąż za czymś tęsknimy, a tu ołówki, pieluchy, okruszki ścierane w pośpiechu. Dobrze, że odnajdujesz się w tych zmianach :) reszta się ułoży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trzeba to wszystko przejść, polubić, w końcu i tak szybko mija, choć teraz może się dłuży, a potem będę wspominać i ... tęsknić :)
      niekonsekwencja tęsknoty

      Usuń
  3. Tak to napisałaś,że brak mi słów...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!