Nie, no zwykła lipa. Żaden pisarz pod nią nie siedzi ani nic. Czasem psy sikają - tyle atrakcji. Czasem ludzie. Serio. Siedzę sobie na balkonie i widzę, że idzie facet, na oko normalny, ale jednak nie. Jedna chwila i staje w rozkroku, sprzęt wywala i sika sobie w najlepsze przodem do dziesięciopiętrowego bloku. No przecież się zachciało, prawda? Mama sama nauczyła, gdy był chłopcem kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu, znaczy się - można.
Wrrr.
Czyli zwykła lipa. Z jednej strony blok, z drugiej - zaplecza sklepów, dwa blaszane garaże, parking. Nic ciekawego. To nie jest najbardziej na świecie imponujący widok z okna. I nie najładniejsze drzewo. Nawet dla mnie jest lipa po prostu druga po wierzbie.
A jednak patrzę na nią inaczej niż mój aparat. Dla mnie jest piękna, jesienią pierwsza żółknie, zawsze od wierzchołka. Pierwsza też barwi trawnik. Okrywa te wstydliwe miejsca dookoła siebie litością, wyrozumiałością i czym tam jeszcze.


Lipa, gdyby potrafiła, opowiedziałaby nam pewnie najróżniejsze historie :) uściski Aniu, Ty też opowiadaj :)
OdpowiedzUsuńLipa przepięknie się złoci. Dziś byłam na całodziennej wyprawie fotografować jesień. Żółć oraz czerwień przebijają już wyraźnie na tle jeszcze żywej zieleni.
OdpowiedzUsuńMnie też się podoba Twoja lipa, zawsze to milej na nią patrzeć, niż na budynki naprzeciwko. To zdjęcie z kwiatami jeszcze milsze dla oka. :)
OdpowiedzUsuń