Fiołki mam od dawna. Pierwsze dostałam od kolegi na urodziny. Eleganckie, granatowe pączki i rozwinięte już kwiaty z zabawnym złocistym środkiem, soczysta zieleń prosto z kwiaciarni. Skończyłam wtedy kilkanaście lat, pewnie około 12. Wszyscy wiedzieli, że kocham książki. Dostałam jeszcze wtedy maskotki, artykuły papiernicze, wszystko, co udało się załatwić. Takie czasy.
To były pierwsze kwiaty, jakie dostałam w życiu, pierwsze z kwiaciarni, a nie w formie szczepki od sąsiadki, pierwsze od chłopaka. Pamiętam, że zatrzymały mnie w przedpokoju, w półkroku między zabawą a pasją. Oniemiałam. Byłam zachwycona.
Kolega pewnie dziś już tego nie pamięta, chociaż chyba zapytam przy okazji, z ciekawości. Różne rzeczy między nami mogły się wydarzyć, o mały włos, a jednak się nie stały. Czasem nas bierze na wspominki, jakimś podłym wieczorem, podszytym smutkiem lub melancholią, gdy w rytm starych przebojów wystukujemy każde na swojej klawiaturze znaczenie własnych nastoletnich wyborów.
Tamtego fiołka nie dało się uratować.
Teraz mam inne. Uwielbiam je. Potrafię je pielęgnować, leczyć, rozmnażać. Moja kolekcja w tym roku zaczęła się rozwijać, bo odkryłam grupę pasjonatów tych kwiatów. Okazało się, że jest mnóstwo rodzajów fiołków, mają swoje nazwy i są ludzie, którzy stwarzają nowe. Listki można zakupić przez Internet i samodzielnie ukorzenić.
Mam teraz w domu niezłe przedszkole moczących ogonki w wodzie listków. Ćwiczę się w cierpliwości.
Póki co kwitną mi tylko moje stare egzemplarze, te bezimienne, nierasowe, nieskatalogowane, ale dla mnie cudowne.
A tymczasem w ogródku...
Fiołkami kiedyś kwity wszystkie domy w całej mojej rodzinie. Każdy sobie uszczknął zawsze listeczek i natychmiast przyjmowało się w nowej ziemi.
OdpowiedzUsuńA dziś już nikt ich nie ma, sprzykrzyły się.
Też miałam przerwę. Ale teraz wielki powrót!
UsuńKiedy widzę fiołki, przypomina mi się pewna osoba, którą poznałam już tutaj. W domu ma ich niesamowitą ilość, a zaczęło się od choroby. Kiedy zdiagnozowano u niej raka, postanowiła walczyć i znaleźć jakąś pasję, żeby nie zwariować. Padło na fiołki. Wszystko dobrze się skończyło. Kolekcję ma niesamowitą. I ja dostałam od niej jednego. Lubię go
OdpowiedzUsuńTo bardzo wdzięczne kwiaty. I jest tyle ich rodzajów!
UsuńPiękne fiołki :* my tak rozmnażaliśmy grubosze i teraz nie ma gdzie się tego pozbyć, rosną wszędzie, jak szalone.
OdpowiedzUsuńWidziałam Twoje grubosze na blogu. Przepiękne! Też mam kilka, ale zdecydowanie nie są takie jak Twoje.
Usuń