czwartek, 9 grudnia 2010

o króliku

Znowu trzeba będzie dodać jeden do daty zasadniczej. Cały styczeń niektórzy będą się mylić, nawet urzędowo. Cóż, nie dla każdego rok kończy się w grudniu. Ja lubię być przygotowana na zamknięcia i dlatego może co roku cały grudzień naznaczony jest podsumowaniami. I jak zawsze wydaje mi się, że w danym roku niewiele osiągnęłam, ale też nie zawsze trzeba coś osiągać. Czasem warto po prostu gonić tego uciekającego królika niż go rzeczywiście dopaść. Bo jak już go dopadnę, co będzie dalej? A w ogóle - po co on tak ucieka?
Nie chciałabym go gonić. Niech sobie idzie w tempie własnym i niucha po krzakach zapachy sobie miłe. Mogę zostawać z tyłu, obserwować, ślady liczyć ewentualnie i życzliwie marszczyć twarz w geście rozbawienia, gdy czas przystaje nad rzeczami z pozoru błahymi. Mogę monotonnie iść za nim spacerkiem i uprawiać gdybologię wsteczną albo po prostu wpatrywać się w zabawny zadek ozdobiony kulkowym ogonkiem i nie myśleć o sprawach żadnych. Niech prowadzi. Nie muszę go dopaść. Naprawdę.
I ten rok taki był. Z zerem na końcu. Królik pędził jak mustang jakiś na bezdrożach moich spraw, a ja początkowo histerycznie go goniłam. A potem straciłam go z oczu. Myślałam, że zgubiłam drogę, ale ona sama mnie znalazła. Zwabiła w swoje zastygłe koleiny i dalej mogłam już iść wpatrzona w krajobrazy, nie koncentrując się na kierunku marszu. A kalendarz na 2011 zaczął się zapełniać gdzieś w połowie sierpnia.
Przyszły rok szykuje się na bardziej intensywny, tak w sensie pozytywnym. Miłe odskocznie od codzienności, kilka wyzwań. Jest kilka osób, z którymi chcę utrzymywać kontakty. Jest kilka nowych bocznych ścieżek, które chcę wypróbować. Są pewne próby, którym trzeba będzie sprostać, a do tego znowu mam kilka osobistych celów, z którymi chciałabym się zmierzyć.
Ten rok zamykam wynikiem 1:0 dla królika. No ale, mały puchaty stworku osobisty, w 2011 chyba to ja będę cię poganiać!

5 komentarzy:

  1. Ja to już nie wiem. Czytam "królik" i myślę którego polityka się to tyczy ;) a to przecież królik Alicji... Uff...

    OdpowiedzUsuń
  2. gdy mało czasu króliczka warto gonić, ale gdy nie trzeba własne tempo popłaca:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Każdy rok i ja kończę podsumowaniami, ale zwykle nie wyrabiam się z nimi do końca roku :)
    I mylę się przez cały styczeń w dacie.
    Jak dojdę do podsumowań, może się wypowiem szerzej :))) Póki co żyję z dnia na dzień, pracuję, za moment będę polować na prezenty gwiazdkowe. Staram się każdy dzień kończyć z poczuciem zadowolenia. I tyle :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja nie podsumowuję.
    Nie planuję. No czasem trochę.
    Nie chcę rozśmieszyć Stwórcy:)
    Żyję tu i teraz, widzę tylko na odległość następnego kroku, przecież nie wiem, co jest za zakrętem.
    Czuję się bezpieczna w największym niebezpieczeństwie, choć nieobcy mi strach i lęk.
    Dziękuję za oczy, za uszy, za to, że mogę chodzić, biegać, tańczyć. Że słuchają mnie moje ręce i ciało.
    I tylko strasznie jestem ciekawa, co będzie dalej, co się wydarzy, co przyjdzie. No strasznie, zupełnie jak dziecko:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdzież mój króliczek? czasem mi się wydaje, że jest ich kilka... Że zwodzą mnie, a ja wciąż nie biegnę za tym właściwym... A może biegnę, tylko sama o tym nie wiem?
    Alicja.
    Nieeee, Anulla. ;D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!