poniedziałek, 27 grudnia 2010

postanowienia

Słońce wstało nad Warszawą, ale dopiero wtedy, gdy zmieniłam poranną trasę do pracy. Podobno wstarczy zmienić jeden element układu, choćby najmniejszy, aby ruszyła lawina przeobrażeń. Nie wiedziałam, czy będzie lepiej. Chciałam sprawdzić, czy będzie inaczej.


Na samą tę myśl za zmrożoną szybą poświątecznie pustego tramwaju, nad drzewami mijanego codziennie cmentarza najczystszych idei, nieśmiało zaczęło się niebo odbarwiać z błękitu.

Z pierwszym "dzień dobry", które akurat trafiło się równie jak ja zaspanej pani z pocztowego okienka na Świętokrzyskiej, ośmieliłam słońce na tyle, że prawie wierzę w tę zmianę, jaką sugeruje światło.

Postaram się nie zapętlać. Nie chodzić w koleinach radykalnego pesymizmu. Uśmiechać się do tej szarej twarzy w lustrze. Wyrzucić kolekcję obaw. Wysypiać się.

2 komentarze:

  1. Z własnego doświadczenia wiem, że czasem fajnie jest być innym niż reszta. Uśmiechać się podczas śnieżnej zamieci, żartować z własnych błędów, wyciągać rękę do wrogów i... pisać swoje życie swoim własnym kolorem atramentu. Bo tylko takie ma wartość.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!