czwartek, 16 grudnia 2010

poszukiwanie świąt

Puk puk, stuk stuk, prawa lewa prawa lewa, ups, próba utrzymania równowagi... Uff. Prawa lewa stuk puk... Daszek kraciastego kaszkietu w kolorach zwyczajności przesłania mi niebo. Więc błoto pod podeszwami i mokre kropki na twarzy nie dają się interpretować w kategoriach sufitowych. Żadne tam święta ani radosna zima, tylko czwartek po prostu, uliczna breja w drodze do pracy, te same frytkowo-kurczakowe wyziewy z plastikowej restauracji na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej i nawet z głośników po staremu, a nie christ-masowo.
Kiedy przyjdą do mnie święta? Kiedy się przypomną anielskie włosy na ustawionej na pianinie małej choince w domu dziadków? I stół oblepiony ciasno krzesłami? I podróże na pieszo wigilijną nocą na drugi koniec mojego miasta? Pomarańcze w paczkach, ćwiczenie kolęd godzinami i wykradanie maku z kuchni, obieranie migdałów.
Muszę bardzo w pamięci grzebać, aby poczuć święta.

3 komentarze:

  1. przygotowania do świąt ewoluowały, wiec inaczej wspominamy święta sprzed wielu lat, a inne będą za kilka dni. Jedne i drugie niepowtarzalne, ale tamte 'stare' i dla mnie cenniejsze, choć często trudniejsze...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze parę lat i Święta będzie się obchodzić na Facebooku...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mamy podobne wspomnienia. zapach pomarańczy na zawsze już będzie mi pachniał świętami Bożego Narodzenia.
    Grzeb porządnie w pamięci, naprawdę warto, bo takich jak wtedy świat, już nie ma.
    Są za to inne, które też kiedyś będziemy wspominać.
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!