wtorek, 28 grudnia 2010

"szybko, tramwaj nam ucieka"

Wstałam za późno, bo noc była ciężka i od pierwszego otwarcia oczu wiedziałam, że źle się zaczyna. Myśli same układały mi się w przekleństwa. Niewiele do zrobienia przy braku entuzjamu przeradza się w jednej chwili w wysypisko niepotrzebnych detali, które trzeba przejść w drodze na przystanek. Autobus zwiał - jeden i drugi, więc poszczypałam się trochę z mrozem przez dziurę na kciuku w lewej rękawiczce.
Widziałam, jak tramwaj dojeżdża. A wiedząc, że nie zdążę, biegłam tylko dlatego, aby się rozgrzać.

Dlaczego poczekał na mnie? Zostawił otworzone drzwi, nie uciekał, w lusterku kontrolował bez zniecierpliwienia, aż dziurawa rękawiczka poprawi spadającą torbę i obejmie metaliczną rączkę.
Chciałabym wierzyć, że został mi podesłany, bym zdobyła pewność co do tego, że nie każdy mój tramwaj ucieka. Niektóre czekają, aż dobiegnę.

Dziś nie zmieniałam drogi do pracy. Sama się zmieniła. Stukałam obcasami dość rytmicznie, otulona poplątaną nicią troski mojego kalendarza, abym nie musiała wieczora poświęcać na odrabianie porannego spóźnienia.

2 komentarze:

  1. I jak tu nie wierzyć w anioła stróża? Ja, wsiadając do takiego pojazdu, który poczekał na mnie biegnącą, oprócz podziekowania prowadzącemu, ślę jeszcze dzięki do Nieba.

    OdpowiedzUsuń
  2. a mój anioł stróż gdzie??? się pytam ja?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!