piątek, 3 stycznia 2014

Wieczór, noc właściwie

Nie jestem sama w domu, ale dom śpi. Siedzę sobie kulturalnie przy stole, bynajmniej nie cicho. Spod sufitu - tym razem realnego - sączy się spokojna muzyka ze słuchanego ostatnio namiętnie radia, wycieka z ogromnych kawalerskich jeszcze głośników męża, oplata regały książek, osiada na klepkach po cyklinowaniu i leniwie dopełza do moich lekko podrygujących oskarpetkowanych stóp.
Dobrze mi.
Byłam w pracy, nadrobiłam poświąteczne zaległości, spokojnie, po kolei i prawie z uśmiechem. Zignorowałam całkowicie bałagan w domu, chociaż walczyłam ze sobą ostro w tym temacie. Zmiany!
Egoistycznie zjadłam co lubię, odbyłam wizytę rutynową ze starszą latoroślą (przegląd tak zwanej japki z wyposażeniem do kłapania), a potem udałyśmy się na zakupy. Serio!
Tak, pamiętam, nie lubię chodzić po sklepach. Ale może coś mi się pozmieniało? Dzisiaj nie było tak źle. A efekt jest taki, że wyczyściłam sobie całą przegródkę w tym nowym portfelu, co to go wydobyłam spod choinki.
I siedzę sobie w nowej bluzce przy tym stole, zwykła bawełna bordowa (każdej mordzie dobrze w bordzie), w grzeczne białe paski, z dekoldem za dużym dla mnie, z zadługimi rękawami - wszystko dokładnie tak, jak lubię. Z wyjątkiem tego borda i dekoldu, ale co tam. I tak dobrze mi.
Powoli zabieram się za zaległości, głównie te związane z literkami wymykającymi się spod ołówka lub wystrzelające wprost na monitor spod śmiesznych płytkich kwadracików na mojej klawiaturze.
Dzisiaj jestem tak prozaicznie zwyczajna, że nie mam serca włazić na sufit ani spoglądać spod oka.

1 komentarz:

  1. Czytasz dziwne książki, ale piszesz świetne posty. To jak smakowanie pudełka czekoladek (z naciskiem na czekoladki, nie pudełko) - niezwyczajnie opisywana zwyczajność. Lubię.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!