Przejdź do głównej zawartości

myśli znad kuchennego blatu


Znowu mam tak, że myśli mi szybko biegną i nie nadążam ich pakować w słowa. Upchnąć nie mogę. Mała zasnęła cudem anielskim, stoję w kuchni przy blacie z widokiem znajomym, herbatę po łyczku pobieram. Pranie powieszone, krupnik na gazie i cisza w domu. Może przez to tak mi myśli tupią, zamierzenia galopują.
To jest tak zwana chwila dla mnie. Co powinnam? Zamiast tego kombinuję, co by tu w końcu naprawić w życiu, coś, co ode mnie zależy. I robi się lista spraw do załatwienia, jak za starych czasów spod znaku stresu. Że trzeba by za brzuch się zabrać, żeby może jednak trochę się spłaszczył jeszcze. Ale to by trzeba drożdżówki odstawić. Ale jak odstawić, jak czasem na spacerze to tylko się daje do parku zabrać w dzikim pędzie? A na głodniaka, ja matka karmiąca, trochę jednak nie bardzo, rady nie dam.
Potem, że jeszcze ten język od lat odłogiem leży, na półkach nieprzeczytanych książek leży, aplikacje w telefonie kurzy i tylko wstyd na tym wszystkim narasta. No ale to by trzeba w bardzo obcym języku czytać, a nie we własnym. A to wolno jakoś, za to frustracja większa.
I kilka jeszcze punktów, nie będę wymieniać. Nic z tego nie wyjdzie, wiem o tym. 
Po prostu jesień znowu mi krew burzy, z zakamarków cierpień w głowie wymiata niezrealizowane marzenia na mnie. Każdej jesieni jestem jak nastolatka nad swoim malkontenckim pamiętniczkiem, któremu słodzi, obiecuje, a potem ... przeklina.

Komentarze

  1. To chyba mamy podobny czas, tylko z innych całkiem powodów. Te podsumowujące refleksje mogą niekiedy człeka wpuścić w maliny. A może warto się uradować tym wszystkim, co mamy już na zawsze i nic nie jest w stanie tego nam odebrać. Dzieci to wielki skarb i warto całkowicie się im poświęcić. Tak szybko rosną... Nie mam rzecz jasna na myśli jakiegoś skrajnego uwiązania przy garach, co to, to nie - o sobie i swoich małych przyjemnościach też pomyśleć trza;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, trzeba się uradować tym, co mamy! W danej chwili mamy, bo niestety niczego nie mamy na zawsze...

      Usuń
  2. Jedzenie to Twoje własne wybory. Drożdżówka nie jest jedynym co możesz zabrać ze sobą i Ty doskonale o tym wiesz ;)
    Taka piękna jesień się zaczęła, czas idealny na podsumowanie swojego życia i myśl - co mogę naprawić? Z czym mi było źle przez ostatni rok?
    Języka spróbuj się nauczyć w przyjemniejszy sposób. Oglądaj filmy z napisami, nawet sprawy sobie nie zdajesz, jak w ten sposób wbijają się całe sformułowania do głowy! Muzyka w języku, który się uczysz - w końcu będziesz chciała przetłumaczyć sobie ulubiony utwór, seria słówek wpadnie Ci do głowy jak będziesz rozumiała, o czym to jest.
    Żeby się nauczyć języka, trzeba się nim bawić. Jestem przeciwniczką uczenia się na samym wstępie czytania i pisania. Potem będziesz umiała wszystko napisać, ale niczego nie powiesz jak Cię ktoś na ulicy zaczepi w języku, którego się uczysz. I nie mów, że to wtedy stres ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że drożdżówka nie jest jedynym co mogę zabrać. Mogą też być wafelki w czekoladzie! 😉 Pozdrawiam jesiennie.

      Usuń
  3. Moja córka ma taki sam czajniczek do herbaty.
    A marzenia może warto podzielić na mniejsze kawałki i jednak o nie zawalczyć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak! dokładnie to zrobiłam i dziś już czajniczek stoi na innym blacie, chociaż jeszcze to nie jest jego miejsce docelowe :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję!