Przeprowadziłam się w miejsce tymczasowe, a ja nie lubię tymczasowości, prowizorek i "na próbę". Dobrze mi robi tylko "na zawsze", "na stałe" i od razu tak, jak ma być, po mojemu.
Oj, wiem, wiem. Nic nie ma w życiu dokładnie tak, ale przecież na własny użytek i dla zdrowia psychicznego mogę sobie przecież udawać. Znaczy, mogłam do tej pory, bo teraz się nie da.
Cierpię w milczeniu i robię tak zwaną dobrą minę na użytek pozostałych domowników. Szukam pozytywów, choć jest ich niewiele. Głównym jest ... tymczasowość. Bo tym razem bardzo nie chcę, aby tak zostało na zawsze.

Skupiasz się z całych sił a tym wrogim "tymczasem"... Nie buduj z prostych rzeczy labiryntu.
OdpowiedzUsuńEtap przejściowy jest Ci głównie po to, aby dokonać najlepszego wyborów później, kiedy znajdziesz miejsce na stałe.
I tego Ci życzę :)
Dziękuję ☺
UsuńWszystko jest po coś. Stałośc i tymczasowość. Ale przede wszystkim zmiana. Pojawia sie w naszym życiu nieraz wbrew naszej woli. Przestawia wszystko. Przekierowuje nas. I nawet to, co tymczasowe wnosi jakąś nową jakos, nową stałosc w duszę...Moze to tak jest teraz w Twoim przypadku a moze nie. Czas pokaże. Bo on prędzej czy później wszystko pokazuje i daje klucz do łamigłowek naszej codzienności.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię ciepło, Anno (i zachwycam siezdjeciem Twego okna!:-)
Też wierzę, że wszystko jest po coś, a teraz tym bardziej. Czas pokaże. Codzienność niecodzienna to taka przygoda!
UsuńA okno jesienne...
Też nie jest mi dobrze z tymczasowością, chociaż od paru miesięcy zmieniając ciągle miejsce pobytu w Warszawie, nauczyłam się żyć w takich warunkach. Wytrzymuję jednak głównie dzięki temu, że mam perspektywę ukończenia nareszcie własnego kąta tutaj. I jestem w trakcie jak wiesz.
OdpowiedzUsuńA u Ciebie, ile potrwa ten męczący międzyczas? Czy już wiesz?
Niestety nie wiem i nie od nas to zależy. Jednak minimum 2 miesiące, to wariant optymistyczny. Zanosi się jednak na więcej. Ech, dam radę.
UsuńDasz radę, bo później będzie tylko pięknie :)
OdpowiedzUsuńoby!
Usuń