Byłam ostatnio kompletnie nieobecna w codzienności i nie do życia. Czytałam. Tak mam, no jak się dorwę do książki, a tym bardziej, jak ona ma jeszcze jakieś kontynuacje, to rzeczywistość ogarniam na autopilocie, lecz głową obecna jestem w innym świecie. I naprawdę nie ma znaczenia, czy książka zalicza się do Literatury, czy do literatury ledwo się łapie. Czytam bowiem wszystko, oczywiście w różnym czasie.
Mówili mi na studiach, a one właśnie humanistyczne były, że skutecznie mnie wyleczą z radości lektury, z tego zanurzenia się w świat wymyślony bez opamiętania. Że poznam wszystkie triki, większość z nich, jakie stosują autorzy i czytając po prostu się nie dam oszukać. Będę czytała myśląc, jak to jest zrobione, jak napisane, a zapomnę o czym. Więc jeśli ktoś naprawdę lubi czytać - ostrzegał nas opiekun roku - to nie są studia dla tej osoby.
Jak to dobrze, że mam humanistyczną schizofrenię! Potrafię czytać i tak, by analizować i tak, by fabuła mnie porwała. Potrafię przy babskich czytadłach bestsellerowych odczuwać autentyczną radość lektury i przymykać bezboleśnie oko na warsztatowe niedociągnięcia. Chętnie to robię.
Być może tak powinno być, że ktoś pisze, a ktoś inny ocenia. W sumie to dwa różne warsztaty, różne narzędzia, ale mierzi mnie akcentowanie potrzeby istnienia tylko Naprawdę Wartościowych Powieści i wyśmiewanie tych - powiedzmy sobie - mniej literackich. No i nabijanie się z kobiet pożerających czytadła.
Doceniam, staram się w każdym razie, szanować różnorodność literackich upodobań oraz wykonań. Tylko ten, kto nigdy nie spróbował, może uważać, że napisanie dobrego tekstu to nic trudnego. Zresztą, napisanie nawet mniej ambitnego tekstu jest trudne.
Trwając zatem w błogim zachwycie, że podlewany regularnie ogródek wzrasta sobie bez mojego udziału, a zakurzone okna milczą taktownie, o ile tylko udaje mi się znaleźć w zamrażalce przygotowane uprzednio kotlety na obiad, a dziecię usnęło w końcu po wielkich bojach, po prostu czytam, czytam, na potęgę powieści sobie na balkonie za dnia czytam! A nocami sen oszukuję i też sobie czytam...

Też chyba mam tą schizofrenię, bo faktycznie pomimo pływania w fantazji, często łapię się na tym, że "ja bym to napisała inaczej", albo dostrzegam jakieś niepoprawności. Chociaż wcale tych studiów nie ukończyłam.
OdpowiedzUsuń"Czytadła" są po to, by głowa odpoczęła od trudnych, naprawdę inteligenckich dzieł. Ja je sobie przeplatam. Np. po "Imieniu Róży" była saga Harris "Czysta krew" ;D
Doceniam wszystko, bo w tych czytadłach liczy się wielka wyobraźnia. Np. u Harris, choć warsztat jest dziecinny, doceniam bardzo jej pomysłowość. To co ona tam robiła z tymi bohaterami... Nie ma nic wspólnego z serialem.
Chodzi o to, by mieć przynajmniej te 300 str. maszynopisu. To jest trudne. Nie to jak zacząć, ale jak ładnie rozwinąć przygodę.
Osobiście ja jak się rozpędzę, to końca nie widać, ale wiesz o czym mówię – ogół jest jednoznaczny.
Teraz mam w rekach powieść historyczną. Zrobiłam sobie właśnie przerwę na czytanie blogów... O_o
to teraz wybitnie odpoczywam od wszystkiego! pewnie jeszcze kilka takich obyczajówek i mi zwyczajnie przejdzie - na kilka miesięcy
Usuńzasadniczo czytam naprawdę wszystko, chociaż nie za wszystkim jednakowo przepadam, przykładowo przywołane przez Ciebie powieści historyczne to akurat tak nie bardzo, no ale wolę już je niż kryminały; hm, moda nie moda, no jakoś nie połknęłam bakcyla
Kryminałów nie omijam ale sięgam niechętnie. No chyba, że mają jakiś wątek fantastyczny albo to thriller.
UsuńJa ostatnio ciut mniej książek czytam, ale więcej zaglądam na blogi i też czas ucieka między palcami. Pozdrawiam serdecznie!:)
OdpowiedzUsuńteż mam różne okresy w życiu, czasem czytam mniej, czasem więcej; najwięcej chyba jak jeździłam do pracy autobusami; to w ogóle jedyny plus dość długich dojazdów do pracy :)
UsuńCzytam zawsze z przymrużeniem oka, bo ten tego, niestety znajduję błędy, chociaż korektorką nie jestem, ale przy pracy z korektorem można się wiele nauczyć, nooo i to jest w czytaniu uciążliwe. Ale to nic, przymykam oko i żyję tak jak lubię :) Ty też miej przyjemność. Kisses
OdpowiedzUsuńno trzeba przymykać, trzeba, w końcu nikt nie jest doskonały, no i po co sobie przyjemność psuć
Usuńchociaż ... czasem nie daję rady, no czasem aż tak oczu zmrużyć się nie da, bo w sumie to dla gniota szkoda czasu! i tak się często martwię, że nie zdążę przeczytać wszystkiego tego, co bym chciała, a tu jeszcze ciągle coś nowego piszą i wydają nawet ;)
Fakt, bywają ksiażki, które odkładam do wyniesienia na makulaturę, bo nie mam sumienia puszczać ich z dymem w stovie. Wróciłam do Rotha, mam w tych wszystkich powrotach literackich przyjemność, nowości mnie jakoś ostatnio nie kręcą, oprócz Tokarczuk i Atwood, na ich książki czekam z przyjemnością.
UsuńTeż kiedy mnie dopadnie to czytam i czytam. Szkoda, że teraz mam na to mniej czasu, niż w dzieciństwie i wczesnej młodości!
OdpowiedzUsuńna wszystko jest podobno czas i pora; więc jak mnie dopada czytalioza to się poddaję, w końcu organizm sam wie, co dla niego najlepsze ;)
UsuńJa też jak czytam to skupiam się na opowiadanej opowieści, nie interesuje mnie jakiś tam szkielet, sama łamię go nagminnie i uważam, że nie ma czegoś takiego jak ,,schemat pisania" chyba że ktoś ma podpisany kontrakt, że co pól roku musi wydać i leci w masówkę, byle napisać. W każdym razie mnie interesuje opisana historia i po prostu ,,jestem w niej" :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :D
uwielbiam jak mnie tak wciąga, że zapominam o całym świecie, chociaż niestety aż tak to zdarza się rzadko; schematów może nie śledzę, ale czasem analiza tekstu to czysta przyjemność, czasem większa od samego czytania, serio :)
Usuń