Dziwny dzień dzisiaj, pochmurny, niemrawy. Od rana załatwiłam jednak więcej niż w niejeden dzień energetyczny. Byłam z małą na szczepieniu, a to wiadomo - wyprawa, w dodatku emocje, niekoniecznie z tych pozytywnych. Ale naprawdę nie było źle.
Teraz mała śpi, zasnęła na spacerze pod przepastną budką. Może odurzyła ją wilgoć z powietrza, może podmuchy jakby jesiennego wiatru, może to organizm litościwie przesypia ból maleńkiej igiełki naruszającej komfort dziecięcego przedramienia.
W ogrodzie wzeszła trawa. Nieśmiało popękały nasiona i jakaś zieleń skrada się po ziemi. Czekam, czekam, gadam i namawiam. Codziennie wieczorem podlewam i czekam cierpliwie. Ale moc się skrada.
Na rabatkach coraz mniej miejsca, wszystko się rozrasta, chociaż niewiele co kwitnie, tylko kosmos, ale dostałam już taki duży. Czekam aż wybuchnie kolorami to, co posiałam sama i wtedy się pochwalę.
A póki co byłam znowu w ogrodniczym (taki nowy nałóg) i dosadziłam sobie trochę gotowców, zwykle z wyprzedaży. Lubię ratować takie niechciane i trochę połamane małe egzemplarze. Dotychczas miałam je w doniczkach, teraz kupuję też do ogrodu. Dlaczego? Bo roślin mi żal, a choć moje umiejętności nie są duże, jeszcze się uczę, przynajmniej się staram. I często się udaje.
Podratowana kalanchoe, ale jeszcze wiele przed nami (mam nadzieję).
A to właśnie uratowane coś za 2,49 zł. Gerbera, no może i miała liście połamane i jest taka krzywa, nieforemna, ale nie szkodzi. Dla mnie piękna. Przyznam, że o mały włos nie zniszczyłabym jej do końca, bo stała na wyprzedaży między begoniami i innymi kwiatami rabatowymi, więc radośnie posadziłam ją w ogródku. I tam sobie przez dwa dni mieszkała, a ja ją razem z trawą codziennie beztrosko dość obficie podlewałam. Nieuk jeden ze mnie to prawda. Dzisiaj właśnie coś mnie tchnęło i przeczytałam, że co najwyżej na balkonie mogę ją w doniczce postawić, bo nie nadaje się na rabatkę. Póki co mam ją w kuchni do południowej herbatki. Piękna jest.
I tak się lipiec zaczął. W domu zapach gotującej się fasoli, trawa kiełkuje, gerbera w doniczce. Lada moment skończę haftowany krzyżykami obraz. Trzeba będzie coś wymyślić na urlop, jakiś krótki wyjazd. A przez tę pogodę tak mi się nie chce, oj nie chce...

Też mi żal kwiatów w sklepach, bo wiem, że jeżeli nikt ich nie kupi do przekwitnięcia, wyrzuca się je. Tak po prostu.
OdpowiedzUsuńWiele przed Wami, bo kOlanchoe to prosta w uprawie i wdzięczna roślnika.
Skrzydłokwiaty rosną jak wariaty, niedługo będę musiała się wyprowadzić, bo tymi donicami wypchnie mnie z salonu. Non stop puszcza nowe sadzonki. Myślę, by wsadzić to wszystko w jedną wielką donicę, ale nie wiem co z dźwiganiem takiej potem. Dlatego mam najstarszą roślinę w jednej ciężkiej donicy i żeby ciężaru nie powiększać, młode rozsadzam do mniejszych. Może na jarmarku powinnam z tym stanąć...
No cóż, wykończyłam swego czasu niejedną kalanchoe...
UsuńA skrzydłokwiaty mają dużą szansę być moimi ulubionymi kwiatami, bo lubią podlewanie raczej częste, a ja lubię jak kwiaty wymagają mojego zaangażowania.
trawa ekspresowa, to miłe :) i ratowanie kwiatów, mój małżonek jest w tym specjalistą :) więc doskonale rozumiem, miej dobry wakacyjny czas Anno :*
OdpowiedzUsuńtakie odratowane jakoś bardziej cieszy :)
UsuńPięknie kwiaty odwdzięczają Ci się Aniu za ratunek. Kalanchoe jest trudne w uprawie, tym bardziej podziwiam. Życzę miłego wypoczynku.:) Pozdrawiam serdecznie!:)
OdpowiedzUsuńdziękuję :) również pozdrawiam serdecznie!
UsuńŚliczne są te Twoje kwiaty, Aniu. Ściskam mocno
OdpowiedzUsuńdzięki!
UsuńAniu, pięknie wschodzi trawka, niedługo będzie zieloniutko :D Ja uwielbiam ten moment, kiedy ona zaczyna rosnąć... niby jeszcze nic nie widać, a już pojawia się taka jakby delikatna zielona poświata na trawniku :D
OdpowiedzUsuńKwiatów w marketach mi bardzo żal... podobno pracownicy mają nawet zakaz ich podlewania... zwiędną i na śmietnik :(((
Pozdrawiam serdecznie, Agness:)
o tak, to fajne ta wpełzająca zieloność, coraz bardziej śmiała! już wiem, gdzie muszę zrobić dosiewkę ;)
Usuńco do marketów to czasem są nawet zadbane, ale to w tych większych; prawdziwy koszmar kwiatów jest w tanich dyskontach spożywczych, zwłaszcza na "b"; trafiły mi się sztuki do odratowania nawet po 1,99 zł, w sumie szkoda, że nie zrobiłam swego czasu zdjęcia np. begonii czy nawet peperomii; tylko je przesadziłam do większej doniczki i podlewam, a one szaleją!