sobota, 28 lutego 2015

kawiarnia



Uwielbiam chodzić do kawiarni, takich prawdziwych, małych, klimatycznych, ze stolikami w ograniczonej liczbie. Fascynują mnie właśnie takie - wpasowane w kamienice, z przechodnimi pokojami, pachnące kawą, kuszące słodkościami. Takie kawiarnie, na które wpada się przypadkiem podczas spaceru.
Kawiarnie do miłych rozmów z kimś bliskim, do przycupnięcia w chwili, którą chciałoby się zatrzymać. Nie znam wielu takich miejsc.


Dziś nieoczekiwanie spotkało mnie takie właśnie popołudnie. Zimny dość wiatr wywiewał słowa skargi na ulice mojego rodzinnego miasta. Żal zwykle jest bez celu, jak nasz spacer. Ale krok po kroku odnalazłyśmy jednak w życiu odrobinę słodyczy, mnóstwo życzliwości, dwie uncje wspomnień, posypkę nadziei i to jedno wolne w końcu popołudnie.


5 komentarzy:

  1. Jak się obrobię, wybiorę się też do takiej kawiarni...
    Na dobrą herbatkę!
    już nawet wiem, do której.
    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest wpół do drugiej w nocy a mnie zachciało się... ciasta! :)
    Nie żebym zignorował sferę emocjonalną Twojego wpisu, skądże, jak najbardziej przyznaję Ci rację, ale obudził się (sic!) we mnie chyba jakiś Ciasteczkowy Potwór.

    OdpowiedzUsuń
  3. Poetycko w kawiarni tej.. lubię aż na wskroś.

    OdpowiedzUsuń
  4. Najlepsze są te kawiarni urządzone w sposób odbiegający dalece od rzeczywistości :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!