środa, 4 lutego 2015

kroki


Nie było mnie, dalej chyba nie ma. Zajęłam się życiem, brakiem czasu, pracą, poduszkami, dużo by gadać. W swej mentalnej samotni zaszyłam swój strach, a sama poszukałam na ulicach swoich kroków pospiesznych, przyszłych mandatów, co mi je niebawem świat wystawi za bieganie powyżej dopuszczalnego rozsądkiem limitu ludzkich zaangażowań.

Przebywam w mrocznych światach literatury. Słucham smutnej muzyki. Wplatam swoje zwątpienia w swetry. Rankiem żebrzę psalmami o chwilę uwagi, wieczorem gubię się w Słowie. 

Walczę.

Nocami późnymi padam w pościel w połowie "dobranoc" tak, że w emocjonalnej próżni pokoju zawisa życzenie dobra nie wiadomo komu, nie wiadomo gdzie i kiedy. Z niedokończenia myśli wyrywa mnie obsesyjny rechot budzika i wszystko dezaktualizuje się w porannym świetle sufitowych żarówek.

Zasadniczo - jeszcze przegrywam, ale pędzę dalej, bez serc, bez ducha, na łeb, na szyję, mam nadzieję, że jednak nie na zatracenie, brnę w kolejny tydzień, jakby nieco bezmyślnie, na autopilocie. Ignoruję żal, automatyczne ołówki, półgodzinne cisze, pobożne chcenia i inne takie tam.

I dobrze.
Tylko ten komentarz ... ech, pandeMonia, jak to mile połechtało w jakieś ukryte rejony egoizmu. Że ktoś po mnie wpadł, a tu brak. I taki kopniak, że dopomina się powrotu, słów, mojej fizjologii bycia on-line.
Aż zapragnęłam popełnić tę chwilówkę w sieci, mimo że wydaje się depresyjna, no i zasadniczo - za wcześnie.

6 komentarzy:

  1. Zawsze lubiłam tą samotnię, kiedy wszystkie ulubione czynności nie były limitowane, kiedy cały czas mogłam egoistycznie poświęcić tylko sobie. W moim mniemaniu jesteś bardzo szczęśliwa. Dla mnie zawsze dużo trudniejsze było dzielenie dnia na dwoje. Dopiero się uczę.

    Mój dzień był zawsze podobny, o ile nie zaplanowałam dla niego jakieś intrygującej atrakcji. Mroczna literatura to mi nadal towarzyszy. Smutna muzyka też bardzo często, od nastolatki jestem fanką gotyku, ale oczywiście nie tylko, mam szerokie spektrum.

    Jedyne co mi przeszkadza wstać, to żarówki rano. Wolę (skoro tylko mogę) wstać choćby i 40min. później, czasem to wystarcza, by nie musieć zapalać żadnej lampki.

    Mnie zawsze tylko te psalmy wystarczały. Mogłam sobie być sama, albo na jakiś czas z innymi ludźmi, ale kiedy tylko chciałam, mogłam sobie znowu być sama i bardzo to ceniłam.

    Ty dobrze piszesz, przyjemnie się Ciebie czyta, nawet jeśli melancholijnie. To nic złego przecież. Melancholia często przynosi piękniejsze słowa niż radość.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wpadaj, choćby na chwilówki.
    Ignorować chcenia, tej sztuki jeszcze nie opanowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, ja też nie, nie wiem, czy kiedykolwiek się uda...

      Usuń
  3. Anno , pozdrawiam Cię ...tak po prostu. Tyle Ci powiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bello, dziękuję i również bardzo serdecznie Cię pozdrawiam!

      Usuń

Dziękuję!