piątek, 20 lutego 2015

park duszy

Kilka dni temu byłam na krótkim spacerze w parku. Aura jak w mojej duszy - wtedy, nie teraz. 
Badyle przebrane za drzewa, niebo zasnute smętnymi myślami, grafit rozlanego asfaltu w miejscach, gdzie w lepsze dni rośnie trawa. Niby nie padało, niby nie wiało, po prostu bylejakość i beznadzieja. Spotkałam zaledwie kilku desperatów między skostniałymi z zimna ławkami. 

I tylko ten anioł...


Nie było ludzi, psów i kaczek. No ale to zrozumiałe, gdy nie ma wody w stawie.


Moje ulubione miejsce w parku - zaklęty krąg fantastycznych topoli. Uwielbiam na nie patrzeć. Dumne, wyniosłe nad park, doskonałe w swym sięganiu błękitu, o ile oczywiście jest błękit. Bo tym razem nawet topole sięgając niby w górę, dotykały raczej głębi rozpaczy, a nie światła z nieba.


Najbardziej jaskrawy kolor, ewidentnie symbol jakiś gorętszych emocji, znalazłam - jaki paradoks - w cierniowych krzaczorach na skraju. Piękne, czerwone, niedostępne lub chociaż ukryte w taki sposób, że ich zdobycie zdecydowanie musiałoby się łączyć z bólem.


Postanowiłam zachować sobie ten obraz parku na koniec zimy. To naprawdę niezły punkt wyjścia i świetny punkt odniesienia.
Zgadzam się, póki co - szaro, smętnie i ...


Ale przecież i to minie.
Park już pracuje nad wiosną.
Ja też.

4 komentarze:

  1. Minie na pewno. Wiosną wszystko siłą rzeczy wydaje się nam jaśniejsze. Jakoś udziela się to naszym myślom, poprawia nastrój:).

    OdpowiedzUsuń
  2. To tam chude, długie to są topole? No patrz, nie miałem pojęcia. Taki sam zbiorek rośnie mi w pracy za "moim" budynkiem i nigdy nie wiedziałem co to takiego. Serio.

    A co do parku, to kto wie czy taki surowy, z pozoru zimny nie jest bardziej inspirujący poprzez to właśnie, że daje pole do popisu naszej wyobraźni...

    OdpowiedzUsuń
  3. Od razu poznałam, że to Warszawa. Zwykle jest jakaś taka... ponura. Nigdy nie lubiłam do niej jeździć, często w minionym roku musiałam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko mija i to daje nadzieję...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!