środa, 18 lutego 2015

postne poduszki


Już jest. Czterdzieści kawałeczków czasu do wykorzystania. Trochę czystych kawałków nadziei, kilka żółtych pustyń bez widoków, ale i pustynie takie, gdzie uda się wykopać studnie. Są też mroczne głębiny płaczu. A wszystko połączone bielą intencji, wykończone suwakiem, który mógłby się nigdy nie zaciąć.

Znowu zaczynam, a jak się zaczyna to zwykle jest zapał. Potem jakoś gorzej się robi. Zrobiłam sobie zatem pomoc na ten post, co to, jak mi się zdaje, nie będzie do łatwych należał. Muszę się trochę poboksować, no muszę.


Dlaczego poduszka? Do przytulenia, pod skołataną głowę, na długie posiedzenia nad książką i pod plecy, może czasem i do płaczu, nie wiadomo. Do jej wykonania metodą babcinych kwadratów zainspirowała mnie Dorotea i Jej cudowny blog o pożytecznościach i przyjemnościach.

Będę się dziergać ze sobą po kawałku, dokładnie tak, jak się pojedynczo wyrabia kwadraty wzoru. Trzeba tego trochę. Na jedną moją poduszkę potrzebuję 32 kwadraty, a potem najgorsze - zszywanie, aby wszystko razem, każde pojedyncze staranie, myśl czy działanie, ułożyło się w trwały, widoczny, pożyteczny, no i przyjemny rzecz jasna, efekt.



Powłoczka nr 1 (przedpostna) - pastelowa cytryna, pistacje, odrobina błękitu i granatu oraz biel.

A teraz czas na dwie kolejne:
nr 2 - dominujący kolor - fiolet
nr 3 - dominujący kolor - róż

O, i tak.

3 komentarze:

  1. Zdolniacha z Ciebie Anno :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaaaaniuuu! Cudowny??? No weź, no co Ty!
    Zazwyczaj ważysz słowa, przypominam Ci o tym :)

    OdpowiedzUsuń
  3. kiedyś tez byłam zafascynowana tymi kwadratami ,do dziś je uwielbiam.Próbowałam robić kocyk,ale w połowie się poddałam :)
    Ładnie Ci wyszło!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!