poniedziałek, 11 marca 2013

trzecia kawa o trzeciej

15:00. Czas na trzecią kawę. Bez niej trudniej jest przetrwać codzienny kryzys godziny trzeciej. Zwykle wszystko mam pokończone. Mogłabym zaczynać zatem, ale woli brak. Palce zaczynają dotykać literek netu, takie równomierne staccato na www. Od pasmanterii do podróży. Choćbym z rana bardziej realistką była, po trzeciej zaczynam marzyć o kolejnej włóczce, materiale na sukienkę, chociaż nie chodzę w sukienkach, a swetry do pracy w zasadzie są niedozwolone. Szukam wycieczek, zajęć sportowych, ciekawych miejsc, o których wiem, że czasu nie mam, by tam podjechać. Organizuję zajęcia dodatkowe dzieciom, chociaż szans nie ma na ich realizację, a w zasadzie nawet potrzeby.


I obiecuję sobie, co to ja nie zrobię, jak tylko do domu przyjdę! Jak to się wspaniale zorganizuję, że nawet zostanie mi godzinka dla siebie, gdzieś przy kuchennym blacie, aby zanotować sobie kilka spostrzeżeń. Lecz z każdym łykiem kawy pewność wieczornego sukcesu maleje. Zupełnie tak, jakby ta trzecia filiżanka o trzeciej urealniała mi poziom zamierzeń. W końcu i tak wiele uda się zrobić, chociaż nie wszystko.

Z drugiej strony – będzie do czego dążyć choćby jutro, bo może wtorek okaże się bogatszy w popracowy czas niż poniedziałek…

2 komentarze:

  1. Hej, trafiłam do Ciebie przez zupełny przypadek, ale jeśli pozwolisz zostanę tu na dłużej :) A co to tego co napisałaś powyżej to aż się usmiechnęłam...Jednak nie jestem sama :)

    OdpowiedzUsuń
  2. witaj, bardzo się cieszę, że tutaj trafiłaś, zwłaszcza że przez przypadek, oczywiście zapraszam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!