piątek, 15 marca 2013

W pułapce


To nic nowego. Chciałabym opisać swoje sprawy, uczucia, wydarzenia, ale świadomość, że nie są jakieś szczególnie zajmujące dla każdego oprócz mnie powoduje, że przede wszystkim czuję bezsens tego pragnienia. Siadam i poraża mnie konieczność podjęcia decyzji, czy stukać klawiszami, czy porcjować atrament w bezduszne kratki. Na marginesie – sądziłam, że to one są winne, blokują mi myśli, wyznaczają tory i akcentują koślawość liter. Dlatego, gdy tylko skończył mi się kratkowany zeszyt zwany notatnikiem, nabyłam taki gładki, czysty, bez marginesów – po prostu przestrzeń bez blokad gotowa do przyjęcia osobistych wynurzeń.

Niespodzianka? Nie, nie było. Tak samo nie idzie. W punktach – proszę bardzo, ale tak jakoś bardziej opisowo - nie wychodzi. Bo, jestem przekonana, nie chodzi o to jak, ale o to - co. A tutaj kolejny problem.

Chciałoby się być oryginalnym, nowatorskim, niepowtarzalnym, a tymczasem jest tak, jak w tym cytacie z Fromma: „Wolność słowa stanowi co prawda ważkie zwycięstwo w bitwie przeciw dawnym ograniczeniom; zapominamy jednak, że człowiek nowoczesny znajduje się w sytuacji, w której wiele z tego, co „sam” myśli i mówi, myślą i mówią wszyscy inni; że nie osiągnął jeszcze zdolności myślenia w sposób odrębny – tj. samodzielny – a przecież tylko to może nadać sens jego twierdzeniu, że nikt nie przeszkadza mu w wyrażaniu myśli”.

Co ciekawe, będąc oryginalnym, chciałoby się jednocześnie być rozumianym, akceptowalnym, nawet jeśli chodziłoby tylko w podobieństwo życiowych doświadczeń. W końcu słowa „nie przejmuj się, mam tak samo” często padają jako pocieszenie i stanowią dowód współczucia. Fromm akcentuje tę dychotomię: „Albo dumni jesteśmy, iż w kierowaniu swym życiem człowiek wyzwolił się od zewnętrznych autorytetów, mówiących mu, co robić, a czego nie robić. Zapominamy przy tym o roli anonimowych autorytetów, takich jak opinia publiczna i „zdrowy rozum”; są one tak potężne tylko dzięki naszej całkowitej gotowości zastosowania się do tego, czego się od nas oczekuje, oraz dzięki równie potężnej obawie przed odróżnianiem się od innych. Innymi słowy, jesteśmy zafascynowani rosnącą wolnością od autorytetów zewnętrznych, a ślepi na istnienie wewnętrznych hamulców, przymusów i lęków, które wyraźnie podkopują znaczenie zwycięstw odniesionych przez wolność nad jej tradycyjnymi wrogami”.

Ostatnie zdanie nie daje mi spokoju, co wybitnie świadczy o tym, że powinnam wziąć je sobie do serca, przemyśleć gruntownie i spróbować nazwać te osobiste hamulce, przymusy i lęki. A może wtedy uda mi się po prostu siadać i pisać wszystko jedno czym na obojętnie czym, nie roztrząsając uprzednio żadnych paradoksów, dychotomii oraz problemów filozoficzno-światopoglądowych, o cywilizacyjno-kulturalnych nie wspominając, a psychologicznych nie wywołując z lasu mojej podświadomości, nadświadomości czy jak to teraz zgodnie z przyjętym nazewnictwem wypada powiedzieć.


Wszystkie cytaty pochodzą oczywiście z następującej pozycji: Erich Fromm, Ucieczka od wolności, przeł. Olga i Andrzej Ziemilscy, wyd. Czytelnik, Warszawa 2004.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję!