Czarny sweter, golf, niedopasowany w
talii, standardowy w ramionach i dodatkowo nieprzyjemnie sztuczny, bo
w 100% z akrylu – już do mnie nie pasuje. Ten maszynowo wykonany
kamuflaż, bezpieczny, bo niezauważalny mundurek już mnie nie
wyraża, nie uosabia "mojej indywidualności i wiary w wolność
jednostki". Sprawdziłam.
Pół liceum przechodziłam w czymś
takim i zawsze czułam się w nim niewidzialna, taka sama, jednakowa.
Wtedy miałam taką potrzebę widocznie, bo wcześniej, pamiętam,
często słyszałam, że jestem dziwna. Nie chciałam być wyjątkowa,
chciałam swetrem realizować pierwotną potrzebę przynależności
do stada. Połowicznie się udało, ale potem, jak to zwykle bywa –
przeszło mi i zaczęłam się wyodrębniać, różnicować,
kolorować swetry i nosić na szyi przyklejone do sznurka włoskie
orzechy. A co!
Czarny sweter jest moim prywatnym
symbolem tamtego trudnego okresu, etapu, z którym jeszcze się przed
sobą nie rozprawiłam.
Ten licealny egzemplarz został
zniszczony albo oddany, nie pamiętam. Myślałam, że w
"dorosłej"szafie nie mam już takich masek. A jednak kilka
dni temu znalazłam go gdzieś na dnie, wyprałam, wysuszyłam i
bladym świtem na wpół śpiąc założyłam znowu po latach czarny
golf, tym razem do pracy.
Nie czułam się komfortowo. Długo
przebijałam się przez swoje odbicie w lustrze. Myśli i odczucia
wracały do mnie, cała ta niepewność, nieporadność, lęk, ale
sweter nie chował mnie w bezpieczną kieszeń rzeczywistego "teraz".
Przede wszystkim – szpecił. Nie ocieplał jednakowością, nie
przydawał elegancji czernią, nie zapewnił luzu swym
niedopasowaniem. Kaleczył mnie, uwsteczniał, zamykał w dawnych
niepewnościach i o mało co nie uwierzyłam, że niewiele się we
mnie od tamtej pory zmieniło.
Praca wciągnęła mnie w swoje
zamknięte w tabelach rozbudowane struktury. Czerń swetra nie
przenikała monitorów, a z lustra jednak patrzyła na mnie twarz
kobiety, a nie dziewczyny z rozpuszczonymi długimi włosami w
kolorze raptem o kilka odcieni jaśniejszym od golfa. Teraz w moich oczach
niepewność nie wynika z niewiedzy, lęk ma inną gęstość, rzęsy są dokładniej wypłukane w roztworze krzywdy i żalu,
urażonej dumy, utraconych chwil i nadziei. Pamiętam, że gdy czułam się źle, zakładałam czarny sweter i sądziłam, że tego nie widać, choć czułam się tak samo źle. Mając wtedy ten golf na sobie nie potrafiłam
pokonać czerni.
A teraz? Z miłością i
wyrozumiałością oraz mając świadomość swojej dziwności –
uśmiechnęłam się w lustrze do tej przerażonej nastolatki o
głębokich oczach w kolorze swetra. Może to ją trochę ośmieli,
może ułatwi mi zbliżenie się do niej...
"Pierwotna potrzeba przynależności do stada". Właśnie. Ileż się w tym mieści! Każdy chyba, kto mówi, że jest inny, że woli swoje własne drogi światopoglądowe, albo na przykład że jest sam "bo tak chce" w gruncie rzeczy, czy może lepiej - w gruncie duszy pragnie "przynależeć". Tyle, że mniej lub bardziej nie potrafi.
OdpowiedzUsuńPamiętam, że ja sam pozwalałem sobie na luz wobec świata dopiero gdy zakładałem kostium, maskę po prostu. Nie miałem problemu, by niegdyś jako robotnik budowlany iść na śniadaniu w kufajce do osiedlowej biblioteki po tomik Staffa albo jako "cieć" toczyć na uczelni dyskusje z profesorami czy doktorami. Bynajmniej nie w stylu "E! kolego! Przepusteczka się należy!" ;) a zupełnie poważne i ważne. "Mundurek", jakikolwiek mundurek zdejmował ze mnie strach, wstyd, kompleksy.
A czy nie jest takim mundurkiem blog? Internet w ogóle? Jasne że jest! Zostają tylko myśli pod obcym imieniem i maską. Dobrze, że chociaż one są prawdziwe.
rozumiem, że choć z tamtym dziewczęcym etapem nie rozprawiłaś się, to mimo wszystko tęsknisz za nim w sensie pozytywnym. Mi się wydaje, że tak naprawdę pozostaje w nas wiele z tamtych okresów. Jednak z perspektywy czasu, doświadczeń inaczej tamte chwile oceniamy i stąd nasza tęsknota do nich. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńCzyli ziarenko pozostało w Tobie... :) jeśli dobrze Cię rozumiem, zostało zaakceptowane :) a to dobrze... każdy z nas ma w sobie trochę z dziecka i nastolatka... jedni głębiej inni mniej :) to niesamowite, bo tylko nasze...
OdpowiedzUsuńP.S. ;) wydaje mi się, że po "mam dla ciebie złą wiadomość" człowiek instynktownie ma dość rozmowy...