wtorek, 5 listopada 2013

"Ja, Klaudiusz" Robert Graves

Powieść historyczna, chociaż czyta się jak niezłą obyczajówkę, tylko imiona inne i zwyczaje cokolwiek barbarzyńskie, za to jakie - cesarskie!

W powieści jak to w dobrej powieści, uznanej wielokrotnie zresztą na pozycję szczególnie godną uwagi - jest wiele płaszczyzn, które nadają się do wnikliwej analizy. Można zatem popatrzeć sobie na tę powieść tradycyjnie jak na wspomnienia formie pamiętnika spisane przez członka rodziny cesarskiej, a że okazuje się on wnikliwym obserwatorem swoich czasów to naprawdę sporo można się dowiedzieć o słabościach jego rod. Historycy znajdą wiele smaczków, bo tak zwane tło nie jest mgliste, ale przekonująco wyraźne i sięga daleko poza cesarską dynastię. Na przykład nienazwane wprost straszy po kątach widmo nadciągającego chrześcijaństwa.

Druga płaszczyzna to oczywiście postać głównego bohatera i konwencja „nieudanego” chorowitego dziecka odrzucanego przez własnych bliskich, później niedocenianego historyka oraz oczywiście kolejne literackie wcielenie idioty niebędącego idiotą. Zaryzykować można by twierdzenie, że w tak ukazanym starożytnym świecie przedstawionym przetrwać możne tylko jednostka uznawana za ułomną, czyli konsekwentnie – niegroźną. Klaudiuszowi nie tylko udaje się przeżyć, ale też wbrew swoim ambicjom zostaje obdarzony zaszczytem uznawanym w tym świecie za najwyższy. Cóż, cokolwiek byś nie robił, rodzina i tak cię dopadnie!

Moją uwagę najbardziej przyciągały jednak te fragmenty, w których była mowa o kobietach. Bynajmniej nie tylko w kontekście sprawowanej przez nie władzy, choć rzeczywiście takiego jawnego okrucieństwa jednak się nie spodziewałam, dlatego każda kolejna intryga babki Klaudiusza wywoływała dreszcze. Fascynujące było jednak coś innego – w tym świecie nikt nie kwestionuje ukrywanej dzisiaj prawdy, że wartość mężczyzny potwierdza jego małżeństwo z odpowiednią kobietą. Zwykle – nie tylko w literaturze – twierdzenie to jest odwrócone, bo piętnuje się raczej niezamężne niewiasty. Tutaj kobieta jest nagrodą i pieczęcią potwierdzającą status społeczny. Szkoda tylko, że niestety raczej w sposób swobodny i niewybredny w metodzie mężczyźni mogli sobie ten status sami zmieniać, od ręki.

Generalnie – przyznam na zakończenie, że przeczytałam tę książkę jedynie z sentymentu, bo przypomniałam sobie, że wiele lat temu była to ulubiona powieść mojej koleżanki. Jej samej nigdzie nie mogę odnaleźć. Pomyślałam, że pokonując miniony od liceum czas i nieznaną mi przestrzeń, w której teraz się znajduje, poszukam śladów znanej mi niegdyś Gosi w powieści, o której opowiadała na korytarzach między fakultetami.

Przeczytałam i nie żałuję. Jestem gotowa do dyskusji z nastoletnią Gosią, gdziekolwiek jest.


1 komentarz:

  1. Przeczytałam tę książkę :) bardzo mi się podobała :) świetnie się czytało :) niestety mam słabą pamięć i historyczne książki wyciekają mi z głowy...


    P.S. Moja Przyjaciółka nastawia sobie budzik i wynosi z sypialni ;) żeby musieć wyjść z łóżka i go wyłączyć :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!