wtorek, 26 listopada 2013

"Pół życia" Jodi Picoult

Zrobiłam to celowo – zaraz po „Głosie serca” z 1992 r. przeczytałam właśnie „Pół życia” z 2012 r. Najpierw debiut i zaraz potem - jedna z najnowszych książek. Lubię tak robić, gdy poznaję twórczość dopiero odkrytego autora. Chcę wiedzieć, skąd startujemy i dokąd póki co doszliśmy, a twórcze dojrzewanie, czyli cały „bolesny” środek, etapy kształtowania się głosu autora, jego stylu i wybór przez niego tematów, zostawiam sobie na deser.

Nie ma po co zmieniać schematu, który działa. W zasadzie „schemat” to złe słowo, chodzi bardziej o metodę prezentacji, sposób na wciągnięcie czytelnika w wir opowiadanej historii. W powieściach Jodi rzeka fabuły nie płynie jednym korytem. Mamy możliwość zwiedzać wszelkie meandry historii, mamy okazję oglądać tę literacką rzekę z pozycji głównych bohaterów, z każdej strony po kolei. Nie ma wszechwiedzącego narratora, który określa, co jest prawdą w świecie przedstawionym. Głos zabierają bezpośrednio bohaterowie, dlatego pytanie o prawdę nigdy nie pada. Bo każdy ma swoją.

Czytelnikowi jest wygodnie w każdej łódce, do której wsiada wędrując przez prezentowaną historię. Mnie w każdym razie przekonuje ten typ zmiennej narracji i taki sposób opowiadania, że łatwo po kilku zdaniach przyjąć punkt widzenia bohatera-narratora. A w następnym rozdziale narrator się zmienia i oto znowu nie sposób się z nim nie identyfikować lub chociażby – przyjąć jego sposobu myślenia.

„Pół życia” też nie daje jednoznacznych odpowiedzi. Mimo że czytelnik nie należy do rodziny Luka, póki historia dzieje się na jego oczach, sam nie wie, co by zrobił z wtyczką do respiratora. Jedyne co może to czytać dalej, a zaprezentowane w powieści punkty widzenia targają nim jak rzeczywiste emocje, których pewnie doświadczałby w podobnej sytuacji.

Oprócz narracji i szacunku autorki dla złożoności podejmowanych zagadnień, moją uwagę zwraca konstrukcja głównych męskich bohaterów przeczytanych przeze mnie powieści Jodi. W obu – mamy typy wybitnie męskie, niemal samowystarczalne, naukowcy lub praktycy z dziedziny biologii i niezbadanych stworzeń dzikich, wybitni w swoich dziedzinach, studiujący zachowania stadne wielorybów i wilków, zaniedbujący jednocześnie swoje własne rodziny. Gdzieś na swej drodze zwykle dochodzą do tego, że jakoś tam zawiedli – powiedzmy – życiowo. Że ich sukces nie jest pełny, bo nie wpisuje się integralnie w definicję ich człowieczeństwa. Tak przynajmniej było w "Głosie serca". W "Pół życia" mamy trochę inny wariant tej "męskości".

Główny dramat Luka polegał na tym, że nie był w stanie w całości poświęcić się danej sprawie. Życie oddałby za wilki, ale też za rodzinę, co uświadomił sobie potem. Lecz nie da się podzielić swojego życia na pół. Luke szanował wilki za ich zasady, które wyznaczały jasny ład ich życia, a co za tym idzie – funkcji w stadzie. Paradoksalnie cenił ich zatem za coś, w czym sam zawiódł w drugiej ważnej dla siebie dziedzinie życia. Odszedł od swojej rodziny, pozwolił się jej rozpaść. Tak nie postępuje wilk.

Cenne są także w książce wszelkie opisy dotyczące życia wilków. Jasne, niektórzy już o tym pisali, odnosili do życia ludzi w różnych sferach. Przyrównuje się watahę do gruo tworzonych naturalnie lub sztucznie przez ludzi, do rodzin, grup rówieśniczych, współpracowników. Robi się to głównie, aby wykazać pewne podobieństwa oraz wskazać skuteczność i siłę wilczych grup. Była nawet, a może nadal jest, moda na wilczą tematykę. Tak czy inaczej – w książce Picoult nie ma na szczęście ideologii. Wszystkie urywki tego swoistego dziennika Luka czytałam z dużym zainteresowaniem.

Na prywatne potrzeby wypisałam sobie nawet dwa cytaty. Jeden - ważny w kategorii samodoskonalenia: "Najważniejszy wilk w stadzie to nie ten, który używa przemocy, lecz ten, który może, ale tego nie robi".
A drugi cytat, aby go przymierzyć do własnych trudnych relacji: "Bo nienawiść to rewers miłości. Jak orzeł i reszka. Jeśli nie wiesz, co znaczy kogoś kochać, skąd możesz wiedzieć, czym jest nienawiść? Jedno nie istnieje bez drugiego".

3 komentarze:

  1. Wilki stały się autorytetem, ale nie potrafił naśladować. To, że posiadamy autorytet, nie oznacza, że potrafimy się od niego uczyć.
    Bardzo interesuję się wilkami, ich pozycje w stadzie, walka o pionierstwo, wreszcie współpraca, często mają się nijak do ludzkich układów. Bo ludzie potrafią z wilków, zamienić się w straszne świnie. Nawet mając priorytety w życiu, sprawy, które uważają za słuszne, i tak je zlekceważą i pójdą sami swoją swoją drogą, ranią przy tym resztę stada.
    Wilki mnie fascynują od lat. Miałam kiedyś młodego wilczka na rękach. Niesamowite uczucie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musiało być niesamowite. Ale nie wiem, czy bym się zdecydowała, może. Wilki są niezwykle inspirujące. 'Dziki' świat bardzo pociąga ludzi, tym bardziej, im bardziej stajemy się świadomi własnej 'cywilizowanej' odrębności.

      Usuń
    2. czytałam jedynie "Biegnącą z wilkami". tyle w tematyce tych stworzeń ;)
      ale cytata trafne.

      Usuń

Dziękuję!