Przejdź do głównej zawartości

coś na coś


Rozpadał się deszcz. Na nowe smutki, najnowsze.
Wczoraj kontrola u lekarza potwierdziła, że mała już jest zdrowa i zapalenie oskrzeli minęło. Krótko się cieszyliśmy. Już w nocy znowu wysoka temperatura i tysiące domysłów, czy to się jednak nie skończyło, czy nowe się zaczyna? Może to jednorazowa taka akcja? Ale nie, w południe znowu musiałam podać lekarstwo, więc pewnie jutro znowu lekarz zamiast spaceru.
Nie byliśmy na takim prawdziwym spacerze już ponad tydzień...

W kuchni pachnie jarzynową. Tylko mąż ją uwielbia, rzecz jasna. Przypomina mu dzieciństwo i przedszkole. A on też od wczoraj zakatarzony, podłamany, zmęczony.

Przynajmniej krople deszczu ładnie wyglądają na kwiatach magnolii, choć nie wiem jeszcze, w którym pudle mam aparat, aby zrobić lepsze zdjęcia. Smarti nie daje rady, ja nie daję rady. I też się snuję po domu z filiżankami w rękach, a to kawy, a to herbaty i planuję. Tu przestawię, tam przeniosę. Kwiaty doniczkowe domówię, przesadzę. I w sypialni kolor zmienię, nie - sypialnię przeniosę. Może to coś na coś pomoże...

Komentarze

  1. Zapalenie oskrzeli? Przecież to choroba palaczy... ;/

    Ja wystawiłam kaktusy na balkon.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, no mała z pewnością nie popala, ani zresztą nikt w jej otoczeniu, a kaktusom na balkonie dobrze będzie? już masz tak ciepło?

      Usuń
  2. przy magnolii wiele rzeczy wygląda lepiej. a już na pewno ładniej pachnie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję!