To nie jest tak, że kupiliśmy dom, bo w ogródku rosła magnolia. Oglądaliśmy wiele nieruchomości. Każda miała jakieś plusy i minusy, przeważnie więcej tych drugich.
Stałam w salonie z jej właścicielką, spoglądałam przez okno na niewielki i zaniedbany ogródek na tyłach segmentu, w zasadzie nastawiona sceptycznie, żeby nie używać słowa negatywnie.
A w okno właziły suche badyle jakiegoś drzewa, w końcu to był grudzień, nic dziwnego.
- Wie pani co to za drzewo?
- Nie - przyznałam.
I wtedy dostrzegłam ogrom niewielkich pąków na tych badylach, sięgających niemal drugiego piętra. Mimo szarugi i całego tego brzydactwa opuszczonego kilka lat temu ogrodu, zobaczyłam ją wtedy taką, jaką obecnie podziwiam z salonu.
Naprawdę nie dla niej kupiliśmy dom.
Nigdy nie marzyłam o magnolii. Nie pasuje do mnie. Nie jestem tak wyrafinowana ani rozrzutna. Ani tak niewinna w prostym pięknie.
Przyznaję jednak - urzekła mnie. Ona też jakoś tu do końca nie pasuje, a jednocześnie ma tu swoje miejsce. I skoro się tak złożyło, że mam największe jakie w życiu widziałam drzewo magnolii, to uporządkuję ten niewielki ogród, aby pasował do drzewa. I jakoś też do mnie.


Jak wychodzę z klatki schodowej, to od razy wpadam w magnolię. Dosłownie może nie, ale pierwsze co widzę, to jej białe, duże kwiaty.
OdpowiedzUsuń