To jest szałaput nie pies. Nie usiedzi ani chwili, nie bardzo się słucha i nie da się ujarzmić jego wścibskiej natury. Nawet po naszym maleńkim ogródku szaleje. Ta mokra kulka na końcu pyska była już chyba wszędzie i żadna ewentualna kara jej nie powstrzyma. Oczywiście, ma to swój urok, ale przede wszystkim taka jest właśnie natura tej rasy. Podobno terier walijski, a może nawet każdy terier, ma bardzo wysokie mniemanie o sobie, swoich umiejętnościach i posturze, i nie boi się w związku z tym niczego i nikogo. Tak ma być. Mój pies też zatem nie wie, że jest zasadniczo mały i jego jazgotliwe szczekanie nikogo nie odstraszy.
Wielki pies w małym ciele. Cóż, nie należy do moich ulubionych, niestety muszę się przyznać. Z pewnością nie przepadam za tą rasą. Przekonuję się o tym każdego dnia. Ale ... nic z tym nie da się zrobić, więc jakoś sobie razem żyjemy, jak to w rodzinie.
Kilka dni temu minęło 6 lat od śmierci mojego ukochanego psa, Kory. To takie przykre. Pamiętam jak jej mąż obiecywał, że kiedyś będziemy mieli dom z ogrodem i będzie mogła wygrzewać się w słońcu na jakimś tarasie. Zamiast tego znosiła nas w ciasnym mieszkaniu, wychowywała z nami nasze dzieci. I odeszła trochę za wcześnie.
Pamiętam o niej, dużym wilkowatym kundlu, czasem przeze mnie niedocenianym. A dziś ten mój młody szałaput, tak różny od przyjaciółki z psiego nieba, zwyczajnie i spokojnie ułożył się słońcu w ogródku dokładnie tak, jak to jej obiecywaliśmy.
I tak mi się głupio zrobiło, że znowu dałam się wciągnąć w pułapkę nielubienia. Zamiast trochę oczy przymknąć na psoty, na charakterek i inne sprawy. I bardziej polubić, pogłaskać, docenić. Póki czas.
Przeczytałam rano ten wpis. Z pewnością nie pozostał on bez wpływu na moje odczucia względem mojego własnego psa. A myśląc o komentarzu, poszłam chwilkę popracować w ogródku i nagle jakoś wszystko złożyło się w całość. I brak słów, i tęsknota i niespodziewane podobieństwo dwóch niepodobnych psich natur.
Da się, małe rasy można świetnie wyszkolić i oduczyć męczących nawyków. Nie powiem Ci jak, bo nie jestem zawodowcem, ale widziałam wiele razy prace takich zawodowców i te psy rzeczywiście nauczyły się mniej ekscytować wszystkim dookoła.
OdpowiedzUsuńpewnie tak, choć tutaj zawsze jest odwieczne pytanie o granice tresury, bo teriery właśnie takie mają być podobno, więc jak się chce spokojnego psa to można sobie sprawić takiego innej rasy; mój zresztą też jest już "wypaczony" jak powiedział weterynarz, tj. zdecydowanie za spokojny na walijczyka... No ale ja nie wierzę mu jak psu ;) Dla mnie to wariat (pies, nie weterynarz)
UsuńPierwszy raz słyszę słowo szałaput, ale psisko jest cuuudne i nawet jeśli rozrabia, to i tak Ci go zazdroszczę. Pozdrowienia
OdpowiedzUsuńszałaput fajne słowo, niestety zapomniane, już nie pamiętam gdzie je pierwszy raz przeczytałam; psa bym chętnie oddała i jeszcze stówkę zapłaciła, ale mi mąż z dziećmi nie dadzą :(
UsuńŚliczny jest :) i jak się uśmiecha :) przycinanie strun głosowych nie daje mi spokoju. Ucałowania.
OdpowiedzUsuńzupełnie tego nie rozumiem i nawet nie chcę myśleć, że ktoś mógł tak pomyśleć, a co dopiero komuś poradzić!
Usuń