Odrobina porannego zawirowania i już mieszają się emocjonalne barwy. Oto głęboki brąz dojrzałego liścia dębu jak nasza relacja. Poważna, stabilna, wierna i silna, choć w kształcie nieregularna. Nie kruszy się faktura, może tylko barwę jeszcze zmieniać, intensywnieć. W tej całej plątaninie liści dodaje smaczku, pieprzyku.
Zielone liście naszych niespełnionych planów. Największe nadzieje, najszybsze zwątpienia. Nasycone naiwnością, świeżością młodości jeszcze, pełne tzw. soków życia. To te wyjazdy, w których nie uczestniczyliśmy. Te bale, na których nie tańczyliśmy i niekupiony dom, w którym już prawie wieszałam firanki. Wszystkie działania, od których odstąpiliśmy. I czasem pamiętamy dlaczego, a częściej nie, bo dorośliśmy ze sobą do innych decyzji.
Piękne żółcie klonowych enklaw jak dzisiejsze działania z tych ważnych. Intensywne w barwie, stabilniejsze niż zielenie i bardziej kruche niż brązy. Doskonałe w swej teraźniejszości działania obliczone na szczęście. Nasze życiowe projekty, zdobywane z trudem wieże widokowe na przyszłość, nasze radości, chwile błogości, zamierzenia realizowane.
A wszystko połączone drobnicą wiotkich wierzbowych listków powszednich dni, złotych, rudych, kasztanowych... Pierwsze giną na trawniku, zapominają się, powszednieją. Pozornie nic z nich nie zostaje. Rozmoczona papka pokruszonych godzin i wypłowiałych emocji.
Ale to nimi karmi się ziemia, na której rosną drzewa naszego Razem.
Zielone liście naszych niespełnionych planów. Największe nadzieje, najszybsze zwątpienia. Nasycone naiwnością, świeżością młodości jeszcze, pełne tzw. soków życia. To te wyjazdy, w których nie uczestniczyliśmy. Te bale, na których nie tańczyliśmy i niekupiony dom, w którym już prawie wieszałam firanki. Wszystkie działania, od których odstąpiliśmy. I czasem pamiętamy dlaczego, a częściej nie, bo dorośliśmy ze sobą do innych decyzji.
Piękne żółcie klonowych enklaw jak dzisiejsze działania z tych ważnych. Intensywne w barwie, stabilniejsze niż zielenie i bardziej kruche niż brązy. Doskonałe w swej teraźniejszości działania obliczone na szczęście. Nasze życiowe projekty, zdobywane z trudem wieże widokowe na przyszłość, nasze radości, chwile błogości, zamierzenia realizowane.
A wszystko połączone drobnicą wiotkich wierzbowych listków powszednich dni, złotych, rudych, kasztanowych... Pierwsze giną na trawniku, zapominają się, powszednieją. Pozornie nic z nich nie zostaje. Rozmoczona papka pokruszonych godzin i wypłowiałych emocji.
Ale to nimi karmi się ziemia, na której rosną drzewa naszego Razem.
No i tym sposobem sprawę Nobla z literatury mamy już załatwioną. ;)
OdpowiedzUsuńAno :))
OdpowiedzUsuńOpisane pięknie
Czasem coś musi obumrzeć, by na tej bazie powstało coś innego, trwalszego, piękniejszego. I chyba o tym jest ten post...
OdpowiedzUsuń