piątek, 1 października 2010

O wyższości bułek maślanych nad wskazaniami centymetra

Obiecałam sobie nie jeść pączków i drożdżówek. Na wszelki wypadek. Bo wiadomo, nie biegam, nie skaczę, nie wyginam śmiało ciała i generalnie kulturę fizyczną to moja córka ma w szkole. Ponadlimitowo i w nadmiarze, ale ku jej radości wielkiej. Na marginesie – gdybym nie była przy porodzie, pewnie trudno by mi było uwierzyć, że to dziewczę wysportowane jest kością z kości mojej i krwią ze krwi – czy jakoś tak.
Więc obiecałam sobie nie pamiętać w pracy zwłaszcza, że istnieje to cudowne połączenie tłuszczu i słodyczy, często z lukrem jakimś i samotnym sześcianem spitej cukrowym syropem skórki pomarańczy. Tak w podsumowaniu wychodzi hasło: kocham – nie kupuję.
Ale… w taki dzień jak dziś, gdy najcaluśki tydzień noga moja nie postała w Sezamie ani delikatesach, ani żadnym innym spożywczym ze stoiskiem cukierniczym, gdy od poniedziałku kombinuję, co upiec z tej paczki drożdży, a tylko czas nie pozwala wprowadzić zamiarów w czyn, gdy czekają popołudniowe stresy w okolicy drewnianej kratki finezyjnie przytkanej folią, tak w podzięce za wytrwanie w pracy i za każdy dzień mieszczenia się mimo wszystko w stare rozmiary, no i przede wszystkim dlatego, że o ile sobie przypominam w tę nieszczęsną godzinę formułowania obietnicy z ust moich nie wydobyło się określenie „bułka maślana”, pozwalam sobie niniejszym zignorować wizję rozciąganego centymetra i zatopić usposobione do rozkoszy zęby w delikatny beż malutkiej chałki. Uhm.

No dobra, przyznam się. Teorię dorobiłam później. Bułki maślane na rano kupiłam wczoraj…

4 komentarze:

  1. To ja poproszę chałkę z masłem i dżemem truskawkowym oraz kubek gorącego kakao. Jak w przedszkolu. Pychota! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego dzisiaj chodzę po blogach, gdzie się mówi o jedzeniu? A ja jak koń- musli z owsa się najadłam,,,:(
    O białym pieczywie już dawno zapomniałam. Litewskie, orkiszowe- ot tyle mogę.
    No i proszę, już mnie ssie!!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!