środa, 20 października 2010

poranna fizjologia małopiątkowa

Jestem. Proszę ode mnie więcej nie wymagać póki co. Siedzę. Nie daję rady nawet porządnie oprzeć pleców. Jakoś tak załamują się, zginają, zyskują styk z oparciem w okolicy nerek. Oczy mi się zamykają, a precyzyjniej - ślimaczą. Patrzę, a nie widzę, bo mi się obraz rozjeżdża, rozmazuje. Może to mgła wkradła się pod soczewki i skreśla ostrości. Palce działają niemrawo, tak tyle o ile. I kawa z ekspresu pozbawiona jest entuzjazmu. Poprzestańmy na tym, że przyjechałam i postaram się miarowo i bez pośpiechu przeżyć ten "mały piątek".
Potem, już po kawie, po internetowym wydaniu zindywidualizowanych wiadomości, zmuszę się do przemyślenia kilku spraw. Na przykład - czemu czuję awersję do zawarcia umowy ubezpieczenia tzw. NNW. No i co zrobię na obiad dzisiaj. Oraz kupię kilka ciuchów on-line, bo dłużej nie da się bez nich lub po prostu z nimi będzie lepiej. I nazwę sobie zadowoleniem ten wczorajszy sukces, że jednak nie czerń wygrała, a rozwirowane kolory parkowych trawników.

1 komentarz:

  1. Środowy kryzys... Miejmy nadzieję, że czwartek i piątek szybko przemknie...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!