Przejdź do głównej zawartości

poranna fizjologia małopiątkowa

Jestem. Proszę ode mnie więcej nie wymagać póki co. Siedzę. Nie daję rady nawet porządnie oprzeć pleców. Jakoś tak załamują się, zginają, zyskują styk z oparciem w okolicy nerek. Oczy mi się zamykają, a precyzyjniej - ślimaczą. Patrzę, a nie widzę, bo mi się obraz rozjeżdża, rozmazuje. Może to mgła wkradła się pod soczewki i skreśla ostrości. Palce działają niemrawo, tak tyle o ile. I kawa z ekspresu pozbawiona jest entuzjazmu. Poprzestańmy na tym, że przyjechałam i postaram się miarowo i bez pośpiechu przeżyć ten "mały piątek".
Potem, już po kawie, po internetowym wydaniu zindywidualizowanych wiadomości, zmuszę się do przemyślenia kilku spraw. Na przykład - czemu czuję awersję do zawarcia umowy ubezpieczenia tzw. NNW. No i co zrobię na obiad dzisiaj. Oraz kupię kilka ciuchów on-line, bo dłużej nie da się bez nich lub po prostu z nimi będzie lepiej. I nazwę sobie zadowoleniem ten wczorajszy sukces, że jednak nie czerń wygrała, a rozwirowane kolory parkowych trawników.

Komentarze

  1. Środowy kryzys... Miejmy nadzieję, że czwartek i piątek szybko przemknie...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję!