środa, 13 października 2010

to ja popsułam ten tramwaj

Szybko, szybko! Upchnąć ze dwie godziny w kilka minut, zmechanizować powitanie w rytuały. Szybko. Oczy na raz i nogi na dwa na zimny parkiet, w buty, w ranek, w świat. Szybko. Gryz i łyk, a czasem nie, tabletka, syropek i nawet mój pies ma oczy zaspane, jak mu sikać każę w rytm sekundnika. No chodźżesz. Szybko! Stuk puk cztery cyfry domofonu, "uczesz zęby, umyj włosy", apaszka, ekspres, kilka dzieńdobrych po schodach i - szybko! - czy ty wiesz, jak bardzo jesteśmy spóźnieni? A że szybciej jak szybko się nie da, zaplątana w drobiazgi i spocona z nadmiaru przyspieszeń, wpadam zdyszana w pułapki wyrzutów. Że mogłam inaczej rozegrać ten wyścig. Że nerwy i krzyki nie czas redukują potrzebny do śniadań i sznurowadeł, ale te wszystkie "kochanie, jak spałaś?", "jakie masz oczki roześmiane i loczek zabawny nad uszkiem".
Na pewno dlatego popsuł się tramwaj - ostatni z możliwych do bycia na czas. Przez poranne nieprzytulenie i pobieżne ucałowanie. Przez niezapytanie o sen. Że zamiast źrenic - tarcza zegara, a za "witaj" było "wstawaj". Z nadmiaru "szybko" i przez brak spojrzeń przeciągłych, dosmarowanych miodem kanapek i dogrznych kubków kakao. Wszyscy się spóźnili do miłego dnia. Przeze mnie. To ja popsułam ten tramwaj.

4 komentarze:

  1. Piękny tekst! Wyraża wiele emocji... bardzo mi się podoba ;) mógłby być nawet napisany w formie wiersza... wspaniały!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie napisane.
    W samo sedno.
    Lubię Cię czytać również dlatego, bo znajduję swoje myśli tak często.

    OdpowiedzUsuń
  3. Urokliwa mozaika słów i snów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj :), jakbym widziała swoje ranki!!!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!