środa, 6 października 2010

kwaśne aspekty niezastępowalności

Znowu robię takie "ważne" rzeczy, że stygnie mi kawa i herbata gruszkowo-jabłkowa. Niedobra, więc wzięłam do pracy, bo tutaj - wiadomo - pójdzie wszystko. Dobrze, że stygnie tylko, a nie schnie na przykład. To by mnie dopiero zaskoczyło! Zupełnie jak słońce wymierzone w swej radosnej ironii prosto w szyby okolicznych biurowców.
Och, jakam ważna! Tak niesamowicie niezastępowalna, że konkretnie mój tyłek siedzieć musi za tym biurkiem niezależnie od ilości mijanych kresek przez rtęciowy strumyk w termometrze pod pachą małej Mewy. I to moje pozbawione kolorowych wykończeń paluchy muszą bębnić w te tabelki tysiącami, milionami, bilionami złotych. Chociaż ... w sumie ...
Jestem trochę niesprawiedliwa w tej ocenie. Ostatecznie przecież to miłe, że do tej pory żadne z moich L4 na dzieci nie uruchomiło procedury redukcji etatu. Każdy mógłby wykonać moją pracę, a jednak zostawia się ją mnie. Czeka na mój login i ze dwa indywidualne hasła, przycupnięta zwykle w pomazanych dekretacjach, w firmowej skrzynce pocztowej, w gazetniku. Bez pracy byłoby mi jeszcze trudniej. Dlatego staram się nie przesadzać. Spotęgowane siły wirusów i zapaleń ostatnio często zmuszały mnie do sakramentalnego "tak" na pytanie "zwolnienie potrzebne?"
Tym razem powiedziałam "nie". Więc siedzę, taka dobra pracownica, z zimną kwaśną herbatą, robię coś, co mógłoby może poczekać te kilka dni. I myślę, że to takie trudne wyważyć kwestie niezastępowalności. Mewa rozumie oczywiście, że mama musiała iść do pracy, że jest dziadziuś, że jest babcia, że ona sama wkrótce poczuje się lepiej i że mama się martwi o Mewę jak zawsze, gdy Mewa jest chora, ale tym razem niestety mama musi iść do pracy. A w zastępstwie mamy Mewę przytuli dziadziuś i potem babcia. I niby dobrze. I Mewa zadowolona, i dziadziuś, i babcia, pracodawca także. A ja ... herbata mi co kwaśnieje.

1 komentarz:

  1. Jak Ty to robisz?
    Ciągle znajduję siebie. I swoje rozterki.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!