niedziela, 4 września 2016

balkonowa niedziela


Obłożyłam się słowami, tymi z książek i myślami. Oparta o poduszki patrzę na wrzosy. Za balkonem popaduje sobie deszcz, jakby od niechcenia. Dziwna aura.
Pachnie zupą z zielonej soczewicy i na pozór to taka normalna niedziela. Późny poranek, krótki spacer, kilka telefonów, spokój.
Jeszcze nie nadrobiłam czasu w miarach odpoczynku. Jeszcze mnie powolność nie zamienia w gnuśność. Nie mam wyrzutów z powodu lenistwa, jak to zapewne wygląda.
Przyzwyczajam się do tempa, do niepatrzenia na zegar. Do wyszukiwania detali zwykle pomijanych, do doceniania czynności lekceważonych.
Siedzę na balkonie i cieszę się niedzielnym popołudniem, które mogę powtórzyć choćby jutro, pojutrze. A wiatr niech mi z serca wywiewa te niepokoje, niech sobie niebo płacze nad wrzosami. Nie ja.

7 komentarzy:

  1. Teraz jest przepięknie. Co prawda może na dzień dzisiejszy Warszawa jest innego zdania, ale ja lubię gdy niebo płacze. Ma to taki swój swoisty urok naprawdę niebanalny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, w deszczu jest jakaś niebanalność

      Usuń
  2. Z przyjemną książką, poduchami, wrzosami i kawą, to ja też tak lubię :) co tam nam deszcz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czas na tarasie, z książką, kawa...a jeszcze deszczem...miodzio

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, po dzisiejszym dniu tak zaganianym, aż sama sobie zazdroszczę tamtej błogości

      Usuń

Dziękuję!