Obiecane kapcie do łażenia po bezdywanach na bosaka, czyli z absolutnym pominięciem skarpetek, wczoraj z wieczora zrobiły się same.
I tylko dzisiaj machnęłam jeszcze ze dwa kwiatki do przyczepienia po bokach, bo stópki dziewczęce, ośmioletnie, to bez kwiatków, motylków czy ewentualnie serduszek byłyby zupełnie nie do przyjęcia.
A tak - są.
Jesień! Bezkarnie można będzie dziergać wieczorami na kanapie rzeczy potrzebne i te potrzebne mniej. W tym roku zaczęłam od kapci, ale mam już od pewnej ośmiolatki z ciepłymi stopami zamówienie na czapkę ;)
Prawie cały rok chodzę w czymś podobnym. Mam różne, bawełniane, wełniane, cała półka, od dawna nie używam zwyczajnych kapci. Na zimę mam podszyte wewnątrz futerkiem ^_^
OdpowiedzUsuńjak do tej pory zawsze łaziłam w skarpetkach, ale teraz też przerzucę się na takie właśnie kapcie :)
UsuńPiekne są!
OdpowiedzUsuńdzięki! :)
UsuńFajne i zabawne. :-)
OdpowiedzUsuńdzięki! :)
Usuń