Dom opustoszał. Wszyscy wyszli do swoich światów, a ja zostałam w skrzynkach między wrzosami, w myślach między słowami, z kawą bez rogalika. Zdaje się miałam jakieś plany, nie pamiętam. Słońce jeszcze nie wpełzło na balkon, nie odpoczęły mi zmysły. Nawet obiad zagubił się gdzieś w domysłach. Siedzę i nie wiem, co dalej. Nogi mi odpoczywają na kocu, uszy otuliłam ciszą, przymykam oczy na domowy nieporządek. Odsuwam od siebie wszelką niecodzienną potencjalność. Chyba zdążę jeszcze i to, i tamto...
Iluzja, że mam dużo czasu.
Na wszystko.
Na poniedziałek.
Spokojność... ale ładnie o tym napisałaś :)
OdpowiedzUsuńdziękuję :)
UsuńNajważniejsze to mieć czas na siebie:-)
OdpowiedzUsuńczasem trudno go znaleźć, ale niekiedy się udaje na szczęście
UsuńDo poniedziałku, można wyjść i wrócić, nawet kilka razy, więc masz mnóstwo czasu na wszystko :) do poniedziałku :) uściski
OdpowiedzUsuńzainspirowałaś mnie; chyba właśnie jutro wyjdę na trochę...
Usuń