poniedziałek, 26 września 2016

poranny spacer z psem

 Ponuro jakoś. Pewnie, że mi się wcale nie chciało. Ale rano jakiś niedoczas był, a że ja zostaję w domu, do pracy nie jadę... Obiecałam wyjść z kundlem. Podprowadziliśmy małą do przejścia dla pieszych z sympatycznym panem stopkiem. Dalej pobiegła już do szkoły sama. A my, to jest ja i pies, skręciliśmy w alejkę pod kasztanami na łąkę.

Taka psina wiele ma do załatwienia z rana i to nie tylko swoich spraw. Nie inaczej niż ludzie. Wlokłam się noga za nogą dając jej czas na powąchanie wszystkiego, co widać trzeba, na znalezienie idealnych skrzynek kontaktowych do czworonożnych przyjaciół z popołudniowych spacerów. Przyjdą, powąchają, będą wiedzieć, że jej udało się już tutaj być z rana. A co!


Szłam i rozmieniałam tę godzinkę na drobne. Nieco myśli mi marzły i na wspomnienia mnie wzięło raczej tkliwe przy przedszkolu. A potem znowu jakoś tak na obietnice sobie składane latami bez pokrycia mnie tknęło, że trzeba by w końcu kimś się stać, zawalczyć, wziąć się w garść i ruszyć zdecydowaniej do przodu.



Pozazdrościłam jej trochę. Skończona psia perfekcja. Wybiegana z rana, pozałatwiane sprawy. Ile razy bym jej od kundlów nie wygrażała, to jednak z nas wszystkich ona jest mimo wszystko najbardziej rasowa.

I żadnego dnia nie musi sobie niczego udowadniać, farciara.


4 komentarze:

  1. Pieskie życie do proste życie. Takie oczywiste. Ludzie strasznie wszystko komplikują, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna jest i widać, że lubi swoje życie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję :)
      chociaż może wolałaby jednak biegać na dziki, nie wiadomo...

      Usuń

Dziękuję!