sobota, 10 kwietnia 2010

naleśniki

Dziś jestem bardziej Polakiem niż wczoraj. W kalendarz moich dni, nie pytając o zdanie, same wpisują się narodowe daty, patriotyczne drobiazgi i wielkie sprawy. I jak to z datami bywa - niektóre same grawerują się na taśmie pamięci, a czas ich nie zaciera.
Bolesne dwa wymiary soboty, którą rozpoczęło leniwe smażenie naleśników dla zgromadzonej przed dvd rodzinnej paczki pierzynowych leniuchów. I natychmiastowe po telefonie od Mamy przełączenie kanału mimo głośnych protestów fanów przygód krecika.
Wymiar ludzki. Ściśnięte serce, żal, że komuś dzieje się źle. Tragedia złamanych życiorysów. Tsunami, ataki terrorystyczne i katastrofy właśnie. Niezależnie od tego, jacy ludzie stali się ofiarami, dla mnie są po prostu ludźmi. I tak mi żal.
Wymiar patriotyczny. To mrowienie w kręgosłupie przy okazji narodowych świąt, duma z potęgi hymnu, piękna defilad (oby wojsko od tego tylko było), okrągłej pieczęci i nadruku z orłem na papierze firmowym, zawsze obecnej z nami na międzynarodowych pokazach biało-czerwonej flagi, naszywek na rajdowych koszulkach. I jestem bardziej Polakiem z każdym krzyżykiem na karcie wyborczej, choć czasem ogarnia mnie bezsens tego przejawu demokracji. I tym głośniej mówię po polsku za każdą granicą, im boleśniejsze są opinie w tych krajach o moich rodakach. Każdego dnia po wejściu do pracy, pokonując nudę rutyny i rozbudowanych procedur, walczę ze swoim kulejącym zapałem i panoszącym się uczuciem bezsilności. Lecz wiem w imię czego mam wymagać, także od siebie. Pamiętam, kiedy i co obiecałam.
Dzisiaj jestem jeszcze bardziej Polakiem. Przy mojej fladze powiewa czarna wstęga żałoby, płoną znicze. W moim imieniu, choć czasem o tym zapominam i tego nie doceniam, delegacja mojego kraju wcześnie rano wsiadła do samolotu, by oddać hołd poległym tragicznie Polakom. Polecieli w moim imieniu, jak każdego dnia ich kalendarza reprezentując mnie, tuszując przed światem moją niewiedzę w zakresie narodowych rocznic, abym w całkowitej ignorancji patriotycznych zadań specjalnych, konwenansów i wszystkich tych "bo tak wypada", mogła we własnej kuchni z samego rana smażyć rodzinie naleśniki na śniadanie.

8 komentarzy:

  1. Podpisuję się pod każdym zdaniem. Pod pierwszym najmocniej.

    Swoją drogą skoro tak łatwo jest dziś kochać tych, których wczoraj nie kochaliśmy to dlaczego nie zrobiliśmy tego jednego kroku do zgody gdy jeszcze byli z nami? Dlaczego zawsze brakuje nam tego jednego kroku by być dobrym?

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu, jak zwykle potrafisz tak niepowtarzalnie operować słowem, wyrazić to, czego ja nie potrafię opisać, a to właśnie czuję. Tak właśnie myślę. Dziękuję...
    [*]

    OdpowiedzUsuń
  3. ...
    Jest dokładnie tak jak napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mądrze.
    Pójdę do moich pieczarków w sosie sojowym.
    Myśląc wciąż.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem Polakiem tak samo jak i wczoraj. Podejście do mojej Ojczyzny w niczym się nie zmieniło, wciąż i niezmiennie jest gorące i szczere. Zmieniło się to, że jestem dzisiaj bardziej smutnym Polakiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oto jesteśmy świadkami historii... krwawej...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!