Nie wysilam się, minimalizm w działaniu, myśleniu, dostrzeganiu. Wzrok ciągnie się po gładkiej powierzchni znienawidzonych peronów, wpełza na pędzące schody, daje się policzyć w bramce – tutaj to jestem prawdziwa sztuka!
Nie odurza mnie aromat warszawskiego centrum, nie znieważa uliczny ruch, strumienie smutnych ludzi na szpilkach, w prochowcach, z kanapkami w papierowych torebkach, z parasolami i darmowymi gazetami, które próbują wyznaczyć temat dnia. Aby nie trzeba już było się zastanawiać, o czym i jak myśleć, co jest ważne, co mniej.
Iść przed siebie. W sumie tyle tylko oczekuje się rano ode mnie. Nie stawać na drodze. Nie odstawać, nie wychylać się za linię jezdni, nie ciągnąć w metrze za hamulce bezpieczeństwa, nie zaciąć się w drzwiach tramwaju, nie upaść, nie widzieć, nie pytać…
Nie wysilam się, idę z tłumem. Pozwalam odprowadzić się do pracy, zgadzam się na dzień dobry z ochroniarzami i wyjątkowo winduję się wprost do pokoju.
Być. W sumie tyle tylko oczekuje się rano ode mnie. Obecność. Logowanie. Czujność. Profesjonalizm. Nie ziewać, nie stawiać oczekiwań, nie składać samokrytyk, nie mówić o sobie, zdjęć nie oglądać, a jeśli telefon to tylko służbowy.
Nie myślę więc. Nie wysilam się. Trwam sobie grzecznie dostosowana do utartych schematów. I tylko w metrze nie czytałam tej samej gazety, co wszyscy.
Nie odurza mnie aromat warszawskiego centrum, nie znieważa uliczny ruch, strumienie smutnych ludzi na szpilkach, w prochowcach, z kanapkami w papierowych torebkach, z parasolami i darmowymi gazetami, które próbują wyznaczyć temat dnia. Aby nie trzeba już było się zastanawiać, o czym i jak myśleć, co jest ważne, co mniej.
Iść przed siebie. W sumie tyle tylko oczekuje się rano ode mnie. Nie stawać na drodze. Nie odstawać, nie wychylać się za linię jezdni, nie ciągnąć w metrze za hamulce bezpieczeństwa, nie zaciąć się w drzwiach tramwaju, nie upaść, nie widzieć, nie pytać…
Nie wysilam się, idę z tłumem. Pozwalam odprowadzić się do pracy, zgadzam się na dzień dobry z ochroniarzami i wyjątkowo winduję się wprost do pokoju.
Być. W sumie tyle tylko oczekuje się rano ode mnie. Obecność. Logowanie. Czujność. Profesjonalizm. Nie ziewać, nie stawiać oczekiwań, nie składać samokrytyk, nie mówić o sobie, zdjęć nie oglądać, a jeśli telefon to tylko służbowy.
Nie myślę więc. Nie wysilam się. Trwam sobie grzecznie dostosowana do utartych schematów. I tylko w metrze nie czytałam tej samej gazety, co wszyscy.
Dawno dawno temu uciskiem było, gdy chłopa pańszczyźniany musiał odprowadzać dziesięcinę od swoich zbiorów.
OdpowiedzUsuńWybacz proszę porównanie, ale chodzi o stopień zniewolenia i proporcji do złudnego poczucia wolności.
Widzę tutaj nową graficzkę :) Minimalizm przez duże M :)
OdpowiedzUsuńA ja sobie tak myślę, że rano to chyba, dobrze, że się od nas nie wymaga... ;p choć ja sama od rana wymagam... także nie ma odpoczynku ;)
Czasami tak jest wygodnie, a czasami... coś uwiera... I widzę wyłamanie ze schematu ;) Co czytałaś ciekawego?
OdpowiedzUsuńczytałam czytadło, nic szczególnego, no ale zawsze inaczej :)
OdpowiedzUsuńMiasto, po prostu miasto i korporacja?
OdpowiedzUsuń