No jestem chora. Ale spokojnie, nie jakoś dramatycznie szczególnie czy masakrycznie dosadnie. Po prostu zwykły sobie taki stan bardzo przewlekły. A teraz także ostry. Pod policzkami w wygodnych przestrzeniach zatok szczękowych zamieszkały sobie wszystkie moje wilgotne zmartwienia. Latami nie chciały wychodzić, bolały, ale zostawały, a teraz ... cóż.
Mogłam ich nie prowokować. Sama sobie jestem winna. Mogłam zdjęć im nie cykać, nie zakraplać do wygodnych kątów zawłaszczonych pomieszczeń soli morskich i bardziej złożonych składowo kropli. Tabletek nie łykać itd. Mogłam polubić, skoro już i tak skazani zostaliśmy na siebie. Tolerować wiosenne balangi zakończone stanami zapalnymi. W końcu - tyle lat wytrzymaliśmy razem.
Ale jakoś nie polubiłam. W ramach akcji PPŻ (Permanentna Przemiana Życia) postanowiłam znowu zrobić coś dla siebie w kategorii Zdrowie. No i mam za swoje.
Boli dalej. A wilgotne zaszłości trzaskają moim ciałem jak drzwiami. Wylewają się, czasem mniej lub bardziej chętnie, marszczą mi obolały nos i zostawiają po sobie stada papierzastych wydmuchań oraz wymuszone ścieżki leniwych łez.
Tak. Ciało mi płacze. I może dusza trochę, ale to dlatego, że grzech nie wykorzystać takiego wygodnego pretekstu.
Oczy mam szkliste, wilgotne czasem, ale to od zatok przecież. Nie od pożegnań.
Mogłam ich nie prowokować. Sama sobie jestem winna. Mogłam zdjęć im nie cykać, nie zakraplać do wygodnych kątów zawłaszczonych pomieszczeń soli morskich i bardziej złożonych składowo kropli. Tabletek nie łykać itd. Mogłam polubić, skoro już i tak skazani zostaliśmy na siebie. Tolerować wiosenne balangi zakończone stanami zapalnymi. W końcu - tyle lat wytrzymaliśmy razem.
Ale jakoś nie polubiłam. W ramach akcji PPŻ (Permanentna Przemiana Życia) postanowiłam znowu zrobić coś dla siebie w kategorii Zdrowie. No i mam za swoje.
Boli dalej. A wilgotne zaszłości trzaskają moim ciałem jak drzwiami. Wylewają się, czasem mniej lub bardziej chętnie, marszczą mi obolały nos i zostawiają po sobie stada papierzastych wydmuchań oraz wymuszone ścieżki leniwych łez.
Tak. Ciało mi płacze. I może dusza trochę, ale to dlatego, że grzech nie wykorzystać takiego wygodnego pretekstu.
Oczy mam szkliste, wilgotne czasem, ale to od zatok przecież. Nie od pożegnań.
Zalecam kawę latte, chałwę turecką i super dobrą komedię.
OdpowiedzUsuńA tak na marginesie przypomina mi się cudowny wierszyk:
Wraca żaba od doktora,
Myśli sobie: "Jestem chora,
A doktora chora słucha,
Mam być sucha - będę sucha!"
Leczyła się żaba, leczyła,
Suszyła się długo, suszyła,
Aż wyschła tak, że po troszku
Została z niej garstka proszku.
A doktor drapie się w ucho:
"Nie uszło jej to na sucho!"
Nadmierna suchość jak widzisz, również szkodzi. Łzy są solą i katharsis duszy, ale bez przesady.
Aniu- żabeczko- uśmiechnij się :)
Aniu :)
OdpowiedzUsuńDbaj o siebie, cokolwiek to znaczy:)
Aniu zdrowiej szybko, nie tylko fizycznie, ściskam mocno!
OdpowiedzUsuńZ ciekawostek- pracowałam kiedyś z jedną panią, która sprzedała mi taki oto sposób na zawalone zatoki. W garnku zagrzać sól, normalnie na dno wsypać i podgrzać. Taka ciepłą, nie gorącą, żeby się poparzyć przesypać do skarpety, osobiście zalecam czystą i pachnącą :), tę skarpetę przyłożyć w okolice zainfekowane i pod kołdrę! Ponoć leci z nosa jak z kranu (co już masz przyjemność doznawać), ale czyści zatoki do spodu! Zdrowia!
Dbaj, zdrowiej
OdpowiedzUsuńi odpoczywaj.
Akcja PPŻ
...wciąż próbuję:)
Aniu, rozumiem Cię. Zatokowo.
OdpowiedzUsuńMiałam operację na to cholerstwo i mam wrażenie, że ktoś mi nową jakość życia podarował. Zupełnie serio.
Ojej, domyślam się, co przeżywasz, bo mnie zwykły katar doprowadza do szału... A tu jeszcze boli...
OdpowiedzUsuńZdrowia, zdrowia :)))
Aniu, ja mam ten stan za sobą, jakiś tydzień temu walczyłam z grypą i zatokami. Dbaj o siebie i zdrowiej. Będzie dobrze. A dusza się przy okazji wypłacze i podleczy. :)
OdpowiedzUsuńwszystkim dziękuję za słowa pocieszeń oraz zrozumienie; już od prawdziwego współczucia poczułam się lepiej, w każdym razie - na duszy lepiej
OdpowiedzUsuńU mnie oko szkliste od niepowodzeń...:)
OdpowiedzUsuńZdrówka :)
Witaj, doskonale Cię rozumiem,mam chroniczne zapalenie zatok szczękowych i pani laryngolog stwierdziła,że po prostu muszę polubić tę chorobę, bo to nie do wyleczenia i... tylko nie padnij ze śmiechu- starać się nie dopuszczać do kataru.To się nazywa chyba "medyczne poczucie humoru". Ostatnio polecono mi wyciąg olejowy z dzikiego oregano, w kapsułkach.Produkuje go f-ma Solgar. We wtorek postaram się kupić, i jeśli choć trochę mi pomoże, dam Ci znać. Bierze się 1 kapsułkę dziennie przez 2 miesiące.
OdpowiedzUsuńMiłego, moja imienniczko