czwartek, 29 kwietnia 2010

zatoki zmian

No jestem chora. Ale spokojnie, nie jakoś dramatycznie szczególnie czy masakrycznie dosadnie. Po prostu zwykły sobie taki stan bardzo przewlekły. A teraz także ostry. Pod policzkami w wygodnych przestrzeniach zatok szczękowych zamieszkały sobie wszystkie moje wilgotne zmartwienia. Latami nie chciały wychodzić, bolały, ale zostawały, a teraz ... cóż.
Mogłam ich nie prowokować. Sama sobie jestem winna. Mogłam zdjęć im nie cykać, nie zakraplać do wygodnych kątów zawłaszczonych pomieszczeń soli morskich i bardziej złożonych składowo kropli. Tabletek nie łykać itd. Mogłam polubić, skoro już i tak skazani zostaliśmy na siebie. Tolerować wiosenne balangi zakończone stanami zapalnymi. W końcu - tyle lat wytrzymaliśmy razem.
Ale jakoś nie polubiłam. W ramach akcji PPŻ (Permanentna Przemiana Życia) postanowiłam znowu zrobić coś dla siebie w kategorii Zdrowie. No i mam za swoje.
Boli dalej. A wilgotne zaszłości trzaskają moim ciałem jak drzwiami. Wylewają się, czasem mniej lub bardziej chętnie, marszczą mi obolały nos i zostawiają po sobie stada papierzastych wydmuchań oraz wymuszone ścieżki leniwych łez.
Tak. Ciało mi płacze. I może dusza trochę, ale to dlatego, że grzech nie wykorzystać takiego wygodnego pretekstu.
Oczy mam szkliste, wilgotne czasem, ale to od zatok przecież. Nie od pożegnań.

10 komentarzy:

  1. Zalecam kawę latte, chałwę turecką i super dobrą komedię.
    A tak na marginesie przypomina mi się cudowny wierszyk:

    Wraca żaba od doktora,
    Myśli sobie: "Jestem chora,
    A doktora chora słucha,
    Mam być sucha - będę sucha!"

    Leczyła się żaba, leczyła,
    Suszyła się długo, suszyła,
    Aż wyschła tak, że po troszku
    Została z niej garstka proszku.

    A doktor drapie się w ucho:
    "Nie uszło jej to na sucho!"

    Nadmierna suchość jak widzisz, również szkodzi. Łzy są solą i katharsis duszy, ale bez przesady.

    Aniu- żabeczko- uśmiechnij się :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu :)
    Dbaj o siebie, cokolwiek to znaczy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu zdrowiej szybko, nie tylko fizycznie, ściskam mocno!
    Z ciekawostek- pracowałam kiedyś z jedną panią, która sprzedała mi taki oto sposób na zawalone zatoki. W garnku zagrzać sól, normalnie na dno wsypać i podgrzać. Taka ciepłą, nie gorącą, żeby się poparzyć przesypać do skarpety, osobiście zalecam czystą i pachnącą :), tę skarpetę przyłożyć w okolice zainfekowane i pod kołdrę! Ponoć leci z nosa jak z kranu (co już masz przyjemność doznawać), ale czyści zatoki do spodu! Zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dbaj, zdrowiej
    i odpoczywaj.

    Akcja PPŻ
    ...wciąż próbuję:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aniu, rozumiem Cię. Zatokowo.
    Miałam operację na to cholerstwo i mam wrażenie, że ktoś mi nową jakość życia podarował. Zupełnie serio.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej, domyślam się, co przeżywasz, bo mnie zwykły katar doprowadza do szału... A tu jeszcze boli...

    Zdrowia, zdrowia :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Aniu, ja mam ten stan za sobą, jakiś tydzień temu walczyłam z grypą i zatokami. Dbaj o siebie i zdrowiej. Będzie dobrze. A dusza się przy okazji wypłacze i podleczy. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. wszystkim dziękuję za słowa pocieszeń oraz zrozumienie; już od prawdziwego współczucia poczułam się lepiej, w każdym razie - na duszy lepiej

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie oko szkliste od niepowodzeń...:)
    Zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj, doskonale Cię rozumiem,mam chroniczne zapalenie zatok szczękowych i pani laryngolog stwierdziła,że po prostu muszę polubić tę chorobę, bo to nie do wyleczenia i... tylko nie padnij ze śmiechu- starać się nie dopuszczać do kataru.To się nazywa chyba "medyczne poczucie humoru". Ostatnio polecono mi wyciąg olejowy z dzikiego oregano, w kapsułkach.Produkuje go f-ma Solgar. We wtorek postaram się kupić, i jeśli choć trochę mi pomoże, dam Ci znać. Bierze się 1 kapsułkę dziennie przez 2 miesiące.
    Miłego, moja imienniczko

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!