Przejdź do głównej zawartości

Polin

Dzisiaj byłam w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin.

Taki ponury był dzień i nawet miałam zrobić zdjęcia brzydkiej szarej Warszawy z październikowej mżawce (prawdę mówiąc zrobiłam, ale pokażę jak będę na Warszawę zła).
Ale około 16:00 na Anielewicza nie dało się Warszawy nie kochać, mimo wilgoci, jesieni i zapadającego zmierzchu. Nie miałam aparatu, tylko telefon. Zdjęcia byłyby pewnie lepsze, ale nawet takie oddają powód, dla którego łaziłam pół godziny z parasolem na zewnątrz muzeum.











Zwiedzałam muzeum z bardzo dobrym przewodnikiem. Po tych trzech godzinach wiem już na co zwrócić uwagę za drugim, trzecim, czwartym razem. Znam miejsca, do których muszę wrócić, gdzie koniecznie chcę się zatrzymać, posiedzieć. I wiem, gdzie muszę doczytać, dooglądać.

Poniżej tylko kilka wybranych fotek.






I jeszcze jedna. Dla mnie szczególna, z cytatem. Naprawdę mocne! Oczywiście uderza od razu historyczny kontekst warszawskiego getta.
Ale ... przeczytałam to także jako tekst kultury, tj. w oderwaniu od dat i miejsca, a nawet z pominięciem religii i jakiejkolwiek tradycji.
Dla mnie ten tekst odnosi się do kondycji człowieka w ogóle i to człowieka współczesnego. W każdym razie, jeśli chodzi o mnie, autor oddał całą prawdę o mojej egzystencji.


Cóż, naprawdę zachęcam, by poszukać siebie w tej przestrzeni.


Komentarze

  1. Są takie miejsca, na które jednego razu za mało.
    Zdjęcia wystarczająco dobre. Ważne, że oddają klimat.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przełom następuje zawsze, kiedy mury opadają.

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę się tam wybrać

    a w ogóle to moje rodzinne strony
    mieszkałam na dawnym terenie getta
    a pod pomnik chodzilismy sie opalać
    tak życie miesza się ze śmiercią, czy to akceptujemy czy nie

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobry cytat...
    A jesień piękna,no nie :))
    U mnie nawet słońce świeci dziś jak głupie :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję!