czwartek, 22 października 2015

Polin

Dzisiaj byłam w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin.

Taki ponury był dzień i nawet miałam zrobić zdjęcia brzydkiej szarej Warszawy z październikowej mżawce (prawdę mówiąc zrobiłam, ale pokażę jak będę na Warszawę zła).
Ale około 16:00 na Anielewicza nie dało się Warszawy nie kochać, mimo wilgoci, jesieni i zapadającego zmierzchu. Nie miałam aparatu, tylko telefon. Zdjęcia byłyby pewnie lepsze, ale nawet takie oddają powód, dla którego łaziłam pół godziny z parasolem na zewnątrz muzeum.











Zwiedzałam muzeum z bardzo dobrym przewodnikiem. Po tych trzech godzinach wiem już na co zwrócić uwagę za drugim, trzecim, czwartym razem. Znam miejsca, do których muszę wrócić, gdzie koniecznie chcę się zatrzymać, posiedzieć. I wiem, gdzie muszę doczytać, dooglądać.

Poniżej tylko kilka wybranych fotek.






I jeszcze jedna. Dla mnie szczególna, z cytatem. Naprawdę mocne! Oczywiście uderza od razu historyczny kontekst warszawskiego getta.
Ale ... przeczytałam to także jako tekst kultury, tj. w oderwaniu od dat i miejsca, a nawet z pominięciem religii i jakiejkolwiek tradycji.
Dla mnie ten tekst odnosi się do kondycji człowieka w ogóle i to człowieka współczesnego. W każdym razie, jeśli chodzi o mnie, autor oddał całą prawdę o mojej egzystencji.


Cóż, naprawdę zachęcam, by poszukać siebie w tej przestrzeni.


4 komentarze:

  1. Są takie miejsca, na które jednego razu za mało.
    Zdjęcia wystarczająco dobre. Ważne, że oddają klimat.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przełom następuje zawsze, kiedy mury opadają.

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę się tam wybrać

    a w ogóle to moje rodzinne strony
    mieszkałam na dawnym terenie getta
    a pod pomnik chodzilismy sie opalać
    tak życie miesza się ze śmiercią, czy to akceptujemy czy nie

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobry cytat...
    A jesień piękna,no nie :))
    U mnie nawet słońce świeci dziś jak głupie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!