Zaparował mi błękit na powieki, osiadł tuż przy rzęsach. Zewnętrzne kąciki oczu zabarwił, te od zadziwień.
Stanęłam przy murze, niezgrabnie przymierzając pytajniki do
potencjalnych ładunków blogowej treści. Obiecałam bowiem ujawnić zapisy erraty
do siebie, w jednym wybranym aspekcie.
Najtrudniej zadać pytanie sobie. Bo odpowiedzieć to trochę jak liść stracić. Niby żółcią dojrzały, gotowy, a jednak … który?
Jak zwykle traktuję wszystko za poważnie.
Lecz jak mam oczy zmrużyć wilgocią kredki malowane?

Bardzo ładny tekst, lubię takie.
OdpowiedzUsuńZa poważnie? Myślę, że traktujesz życie empatycznie, nie lekceważysz go. To nie jest wada. Ale jest to trud, wrażliwość ma w sobie pewne miejsca, pewne pięty achillesowe...
Odpowiedź na pytanie samej sobie jest najtrudniej bo bez zamazywania prawdy.
OdpowiedzUsuńPrzydałby sie pryzmat powiekowy - różowy, do zmrużania, bez wilgoci.